Szukaj na tym blogu

czwartek, 7 sierpnia 2014

Post nr 16. Pijany Piotr Bury nęka nas w rocznicę Powstania Warszawskiego - lży i ubliża mojej żonie

Przypomnę w skrócie. Piotr Buniski - neokamienicznik stosujący metody ze Stolarskiej - nęka nas fizycznie i psychicznie w domu, którego jesteśmy współwłaścicielami. Zaczął 14 stycznia 2009 roku kiedy przez podstawioną osobę celowo uszkodził instalację gazową w swoim garażu (UWAGA! to nie Piotr Biński dokonał dewastacji instalacji gazowej w swoim garażu). Człowiek ten (któryś z dwóch 'pracowników' Bisego zatrudnionych przez firmę Anany Kzy handlującej materiałami FOTO i ETUI, konkubiny Burego) wezwał pog. gaz. a to odcięło 11 mieszkańcom domu gaz w środku zimy. Prokuratura umarzała postępowanie 3 razy i ostatecznie stwierdziła, że rzeczywiście rozszczelnienie instalacji gazowej nie powstało w wyniku eksploatacji lecz, że zrobił to KTOŚ, ale tego kogoś nie chciała ustalić i stwierdziła, że ponieważ nie było groźby wybuchu gazu to nie ma sprawy! (UWAGA: to NIE PIOTR BURY zdewastował instalację gazową :-) 

Od czasu 'awarii' instalacji gazowej Bński nęka nas tak jak nam to zapowiedział po tym jak kupił w sierpniu 2008 r. wraz ze swoją konkubiną i partnerką w 'interesach' Aliną Kulszą, dwa mieszkania na parterze z lokatorami kwaterunkowymi. Firma Kulzy handlująca materiałami foto i etujami  pobierała opłaty czynszu od lokatorów do czasu gdy ci nie wyprowadzili się z nieruchomości a sama Kesza musi doskonale wiedzieć czym jej konkubent się zajmuje i jakie stosuje metody. 

1 sierpnia 2014 roku Piotr Bury i jego 'pracownik' Sylwester Wróblesiak przyjechali na Litewską 12 na codzienną demonstrację siły pijani. Czuć było od Burego na odległość całkiem pokaźną 'konsumpcję'. Na filmie zamieszczonym poniżej widać wyraźnie jak się chwieje schodząc po schodach i niezrozumiale coś bełkoce. Zdziwiłem się, że siadł w tym stanie za kierownicą! Podjechali pod posesję około godziny 16:00 i najpierw poszli do lokalu Burego na parterze. Ja w tym czasie szybko zszedłem do piwnic by je pozamykać. Wychodząc z piwnicy na schody klatki schodowej usłyszałem jak Bury, wychodząc ze swojego lokalu nr 2 na parterze i widząc żonę idącą samą  po schodach z parteru na pół-piętro, a widząc, że mnie nie ma w zasięgu wzroku, odezwał się do niej z następującą zaczepką: 
”Nudzicie się? Za dużo czasu macie?”.

Gdy żona nie zareagowała, i dalej wchodziła po schodach powiedział:

„Do ciebie mówię! Ty kurwo dziwko!”

Potem powtórzył podobne obelgi, które częściowo udało mi się nagrać bo wychodząc z piwnicy i usłyszawszy pierwszą serię obelg rzucanych żonie, włączyłem aparat.  






Również 6 sierpnia 2014 około 15:30 Bury pojawił się znowu na 5 minut i odjeżdżając rzucił ponownie żonie przez okno samochodu obelżywą uwagę.


Jesteśmy w dalszym ciągu permanentnie i z dużą intensywnością nękani psychicznie i fizycznie przez Piotra Burego. Jego obelżywe uwagi dotyczące faktu, że nie mamy dzieci, wyzwiska kierowane do żony, uwłaczanie jej godności kobiecej i ludzkiej są szczególnie upadlające. Piotr Bury robi tak od wielu lat ale teraz dopiero fragmenty tych niewybrednych uwag udało mi się nagrać. 

Odbieramy te działania jako w najwyższym stopniu uwłaczające nam i zakłócające nasz spokój. Mając charakter ciągły, regularnie się powtarzający i długotrwały noszą wszelkie znamiona stalkingu i są obliczone na zastraszenie nas, na uprzykrzenie nam życia w naszej własności i przez to mają charakter nękania psychicznego. Czy Prokuratura Rejonowa w Poznaniu w osobach wszystkich prokuratorów, których podpisy widnieją pod wszystkimi umorzeniami z ostatnich 6 lat, wreszcie dojrzeje do tego by zająć się na poważnie naszą sprawą?! Jak dotychczas przez cały ten czas naszej gehenny twierdzi, że nic się nie zgodnego z prawem nie dzieje.
19.03.2015. Prokuratura skierowała akt oskarżenia przeciwko Piotrowi B. o uporczywe nękanie do sądu. 
2.06.2017 - odbędzie się ostatnia rozprawa w sprawie o nękanie a wyrok (mam nadzieję skazujący) zostanie ogłoszony 2 tygodnie po tym. 

piątek, 1 sierpnia 2014

Post nr 14. Prokuratura umarza sprawę o nękanie nas przez neo-kamienicznika Piotra Bureo, i naruszenie nietykalności cielesnej

Jak już pisałem we wcześniejszych postach na tym blogu, Piotr Bury, mocno zarysowany emocjonalnie neo-kamienicznik stosujący metody czyścicieli kamienic z Poznania, nęka nas w zintensyfikowanej formie od 11 stycznia 2014 roku a permanentnie i bez przerwy od 14 stycznia 2009 roku kiedy to odciął nam w domu gaz fingując awarię instalacji gazowej w swoim garażu. (UWAGA: to nie Piotr B.ski odciął nam gaz lecz NIEZNANY SPRAWCA.) Powtarzam jeszcze raz: to NIE Piotr Biński odciął 11 mieszkańcom w środku zimy gaz w domu na ul. Litewskiej 12 na Sołaczu w Poznaniu, w taki sposób, że potężnymi uderzeniami w klucz zaciśnięty na mufie zaślepiającej obluzował ją i doprowadził do wycieku gazu, lecz 'KTOŚ'. Tak przynajmniej nie-ustaliła Prokuratura Rejonowa Poznań. 

21 lutego 2014 r. złożyłem doniesienie do prokuratury o przestępstwie uszkodzenia mienia i psychicznym nękaniu. Chodziło o następujące akty wandalizmu i nękania: 


1. zniszczenia i kradzieży dwu świeczników ogrodowych z ręcznie kutego żelaza wbijanych w glebę - 50 zł

2. zniszczenia i kradzieży ośmiu elementów ozdobnych w formie zwierząt na pręcie metalowym służących jako podpórka dla roślin - 80 zł

3. zbicia ozdobnej kuli ceramicznej - 100 zł

4. zniszczenia rabatki z tulipanami, wrzoścami i zawilcami - 60 zł

5. zniszczenia i kradzieży kilku ozdobnych kamieni - 50 zł

6. zniszczenia aranżacji przestrzennej w postaci trzech belek drewnianych osadzonych pionowo w ziemi i sąsiadujących z nimi roślin - 150 zł



Zawiadomienie to uzupełniłem o naruszenie nietykalności cielesnej - jedno z 22 marca a drugie z 25 kwietnia. Polegało to na tym, że Biński w te dni, straciwszy panowanie nad sobą, spowodowane tym, że bez przerwy podczas tych wizyt i najść jest filmowany przeze mnie (tak jak mi to doradzał wezwany na samym początku patrol interwencyjny), rzucił się na mnie, chwytając oburącz za szyję, ściskając mocno i wyzywając. Częściowo w nagraniu, które udostępniłem policji widać jak Biński zamachuje się na mnie i jak lewa jego ręka zmierza w okolicę mojej głowy. Napaść na mnie obserwował świadek, który złożył odpowiednie zeznania. Postępowanie przygotowawcze trwało od 27 kwietnia do 27 czerwca 2014 r. i tegoż dnia zostało umorzone. Decyzję o tym odebrałem 28 lipca po przyjeździe z urlopu.

Czytając to postanowienie co raz szerzej otwierały mi się oczy ze zdumienia. Wierzyć mi się nie chciało, że prokuratura umorzyła sprawę o nękanie pomimo tego, że wcześniej kilkakrotnie zgłaszałem jej podobne akty Burego. Najbardziej zastanawiającym jest fakt, że prokuratura umorzyła sprawy z punktu III, IV i V postanowienia. Na te wszystkie zgłoszone sprawy udostępniłem PR dowody w postaci nagranych filmów, na których widać jak Piotr Buński niszczy nam ogród i elementy jego wyposażenia oraz jak je kradnie. Jest przy tym ciągle przeze mnie informowany, że rzeczy te są moją własnością i że rośliny, krzewy i kwiaty na tej części rosnące są moje. Dodatkowo, do sprawy z punktu VI wskazałem PR świadka, który widział całe zajście oraz sposobu zweryfikowania jego świadectwa. Pomimo tych wszystkich dowodów, jak i układającej się w jedną logiczną całość ciągu nękających czynów Piotra Buskiego, począwszy od 14 stycznia 2009 roku a skończywszy na ostatnich jego czynach nas gnębiących i zaszczuwających, PR umorzyła postępowanie. Na postanowienie to złożyłem zażalenie.

Reasumując: mieszkamy w swojej własności w domu, którego jesteśmy współwłaścicielem i: 
  • nie mamy gazu, 
  • nie mamy wody, 
  • odcina mi się energię elektryczną, 
  • zdemontowane okna na parterze wyziębiają nasze mieszkanie, 
  • nasza własność jest niszczona i rozkradana, 
  • współwłasność dewastowana, 
  • czujemy się zagrożeni, 
  • nie możemy normalnie funkcjonować, 
  • zaszczuwa się nas, 
  • boimy się o zdrowie i życie,
  • jesteśmy obrzucani wyzwiskami,
  • jesteśmy napastowani i zastraszani fizycznie  
Wszystko to za sprawą Piotra Burego, neo-kamienicznika stosującego czyścicielskie metody, który nękając nas w/w metodami chce nas wykurzyć z naszej własności. PR nie jest w stanie dopatrzeć się w tych działaniach żadnego przestępstwa. Według niej wszystko jest w największym porządku. Przez to, że PR umarza wszystkie postępowania w sprawach jej zgłaszanych rozzuchwala Burego do dalszych nękań i daje mu zielone światło.

środa, 18 czerwca 2014

Poznań miasto czyścicieli kamienic i deweloperki - 'Poznań know-how'

'Gospodarność wielkopolska', 'porządek poznański', 'przedsiębiorczość poznaniaków' - terminy te od zawsze określały i dobrze charakteryzowały naturę wielko-polan i poznańczyków. Poznań słynął w Polsce przez dziesięciolecia z etosu 'biznesowego', gospodarności, przedsiębiorczości, społecznikostwa, pracy dla wspólnego dobra, poszanowania własności, szacunku dla innych, poszanowania prawa i innych. Nawet w PRL-u i jego kulejącej gospodarce 'socjalistycznej' Wielkopolska ze swoim mocnym kręgosłupem wyniesionym z lat tradycji korzystnie pod tym względem odróżniała się od reszty całego kraju. 'Wolna i niepodległa' Polska, którą wywalczyliśmy w 89 i to co się później stało doprowadziła do dewaluacji większości, jeśli nie wszystkich, wartości wymienionych wcześniej. 

Od końca lat 90-ych można mówić o przewartościowaniu pojęć, z którymi cała Polska zawsze utożsamiała poznańczyków - przewartościowaniu o zdecydowanie negatywnym charakterze. To Poznaniowi właśnie, a nie innemu miastu w Polsce, przypadła niechlubna palma pierwszeństwa jako miasta jednoznacznie kojarzonego w kraju, i również za granicą, z nową profesją jaką jest "czyściciel kamienic". Ten wątpliwy zaszczyt Poznań w mniejszym stopniu dzieli z Warszawą i Krakowem, gdzie ten usankcjonowany przez władze miejskie i organy ścigania, bandycki proceder tzw., 'kamieniczników' czy handlarzy nieruchomościami współpracujących z byłymi środowiskami z grup przestępczych (cinkciarzy, przemytników, złodziei samochodów, handlarzy narkotykami itp.) rozwinął się ku przyzwoleniu władz miejskich i organów ścigania, czyli po prostu w majestacie państwowego usankcjonowania. 

W Poznaniu gazety znowu donoszą o akcjach 'czyścicieli kamienic' jak w tym artykule poniżej z 14 czerwca 2014 z Wyborczej. 


Tematyka tego posta zbiegła się przypadkowo z serią artykułów o Poznaniu, która ukazała się w tygodniku 'POLITYKA'  (Nr. 26; 25.06-1.07 2014). Artykuły autorstwa znanych warszawskich publicystów (Stefan Bratkowski, Janina Pardowska, Ewa Wanat, Piotr Sarzynski i inni) zostały opublikowane w serii: 'Portrety miast Polskich' i są nad wyraz ciekawym przyczynkiem do krytycznego spojrzenia na 'mit Poznania' bo pokazują jak miasto to jest postrzegane na zewnątrz, przez resztę Polski, media, ogół opinii publicznej itp. Obraz, który się wyłania z tych tekstów jest jednoznacznie krytyczny w stosunku do tradycyjnego a pozytywnego mitu 'porzunnego' Poznania i rysuje zgoła inny portret tego miasta.

piątek, 23 maja 2014

Post nr 8. Piotr B. - profil neo-kamienicznika i 'czyścicielska' kariera.

To z czego nie zdaliśmy sobie w pełni sprawy na przełomie września i października 2008 roku, kiedy Piotr Buski kupił parter w naszej kamienicy i złożył nam groźbą popartą propozycję 'nie do odrzucenia', to prosty fakt, że PIOTR BUSKI jest neo-kamienicznikiem stosującym metody czyścicieli kamienic znane chociażby z ul. Stolarskiej w Poznaniu. Dokładnie takie same jak czyściciel kamienic jakim jest znany z gazet Piotr Ś. i inni, z tą tylko subtelną różnicą, że B....ŃSKI pracuje dla siebie samego i robi to dla siebie w kamienicach, które albo kupił w całości albo tylko w części, tak jak w przypadku naszego domu. Następna różnica to taka, że Ś. gonił wręcz za obecnością w mediach i brylował w nich na różne sposoby, nie bez powodzenia zresztą, Burack natomiast wystrzega się ich jak diabeł święconej wody. Pod fasadą swojej działalności kamienicznikarskiej a wspomagany przez Alinę Kuzę i jej firmę FOTO, BŃSKI prowadzi, od końca lat 90-ych, działalność 'neo-kamienicznikowską'.  
Fot. 1. Dom własny Burego - Marcelin
Historia Burego może być przyczynkiem do monografii polskiego kapitalizmu oraz jednocześnie historią sukcesu w amerykańskim stylu 'from rags to richess', a rebours. Piotr Biński zaczynał skromnie. Ukończone na UAM w 1989 lub 90 studia na wydziale historii, oraz obroniona praca magisterska z archiwistyki nie dawała zbyt dobrych perspektyw na przyszłość. Z tego to okresu raczkującego kapitalizmu na początku lat 90-ych wiadomo mi tylko, że Piotr B. zaczynał od firmy fotograficznej swojej wówczas już partnerki lub żony Any Kuly. Początki były trudne ale jak to w tych latach bywało obszary szybkiego wzbogacenia się były liczne i przeróżne. Piotr Biński zaczynał od rozwożenia materiałów foto po punktach fotograficznych w Poznaniu. Jak to jeden z ich właścicieli mi powiedział gdy mu uświadomiłem czym zajmuje się firma FOTO, w której się zaopatrywał, "Nie możliwe! A taki miły i uprzejmy był. Zawsze na czas na rowerze nam dostarczał to co zamawialiśmy."  Mniej więcej w połowie lat 90-ych Piotr Bski wszedł w interes nieruchomości. 

W owym czasie, jaki zresztą i obecnie, było w Poznaniu (i w całej Polsce) bardzo dużo kamienic, których właściciele niewiele mogli zrobić z zamieszkującymi te kamienice lokatorami płacącymi regulowany przez państwo, bardzo niski, czynsz. Pozbyć się ich nie mogli a Państwo polskie miało wówczas (i zresztą w dalszym ciągu ma) sprawy ważniejsze niż sprawiedliwe i kompleksowe rozwiązanie problemu własności, z którą właściciele tak na prawdę nic nie mogli zrobić, oprócz sprzedaży tejże. I takie rozwiązanie duża część bardziej rozczarowanych brakiem działań Państwa regulujących ten problem właścicieli kamienic często wybierała. Połowiczne rozwiązania wprowadzone w połowie lat 90-ych (urynkowienie czynszu i inne) niewiele w sprawie kamienic czynszowych w całej Polsce zmieniły. Problem dotyczący całych rzesz lokatorów zamieszkujących w prywatnej własności popadającej coraz bardziej w ruinę w rezultacie zaniechania przez Państwo swojej roli, nabrzmiewał coraz bardziej.  Kamienice niszczały, środki z czynszów były niewielkie, a efekty zmian przepisów o urynkowieniu czynszów i o ochronie lokatorów w zasadzie odraczały i przedłużały agonię. Jasne było dla każdego, że wcześniej czy później ktoś coś zrobi w tej sprawie. Tym kimś niestety nie było ani Państwo ani gminy czy miasta, na których spoczywał obowiązek zapewnienia eksmitowanym z różnych powodów lokatorom godnego mieszkania zastępczego. Sprawy wzięli w swoje ręce przedsiębiorczy 'nowi biznesmeni', półświatek przestępczy oraz współpracujący z nimi prawnicy. Powiązania te pokazała w Poznaniu sprawa 'cudownych' testamentów, dotyczących nieruchomości na Starym Mieście, o której było swojego czasu głośno. Ta tzw., 'afera testamentowa' nie odstraszyła w najmniejszym stopniu 'nowych biznesmenów' od smakowitego kąska jakim była perspektywa przejęcia kamienic czy to od miasta czy też od prywatnych właścicieli.  

Ale wróćmy do kariery zawodowej Piotra B. Ostrogi zdobywał, z tego co zdołałem ustalić 'na mieście', u mistrza Novaka R., dr. Razem 'zrobili' wiele kamienic w okolicach starego miasta. Między innymi na Mostowej. Po pewnym czasie Burski się usamodzielnił i zaczął pracować na własną rękę. Jedną z jego 'zdobyczy' była kamienica na Kochanowskiego. To o sposobie w jaki Burski wyczyścił ją i zdemolował zabytkową altanę jest artykuł w GW z 16 grudnia 2008 roku, który zamieszczam poniżej, a który pokazuje jak Burski działa:
Tak działa Buński Piotr

Domy, o których wiem, że należą w całości bądź częściowo do Burego, to kamienice na: Orzeszkowej, Nowowiejskiego, Kochanowskiego, Iłłakowiczówny, jego dom własny na Marcelińskiej, 

Fot. 3. Dom Burego nr 1
 
Fot. 4. Dom Buego nr 2

Foto 5. Dom nr 3


Fot. 6. Dom Biego nr 4

oraz, prawdopodobnie, po jednej kamienicy na Kanałowej, Małeckiego, Limanowskiego, Wyspiańskiego, Mostowej, Podgórnej, no i parter naszego domu na Litewskiej 12.  Oczywiście to nie wszystkie domy i kamienice Piotra Buskiego. Z jego własnych słów wiem, że ma ich ponad 20. Tak powiedział nam podczas pierwszej i jedynej wizyty w naszym mieszkaniu gdy kupił parter domu na Litewskiej 12 od trzeciej współwłaścicielki i nam oznajmił, że chce cały dom dla siebie i, że będzie nas nękał i uprzykrzał nam życie jak się nie wyprowadzimy. A z innych źródeł docierają do mnie informacje, że ma ich co najmniej dwa razy tyle.  

Jak to możliwe, że metody jakimi Piotr Buński posługuje się w swojej niecnej, działalności skierowanej nie tylko na 'wkładkę mięsną', jak to uroczo w swym żargonie to środowisko nazywa lokatorów czynszowych w przejmowanych kamienicach, ale również wymierzonych we współwłaścicieli tychże kamienic (tak jak to jest w naszym przypadku); jak to się dzieje, że te wszystkie jego zastraszania, nękania, odcinania gazu, wody, włamania, kradzieże, fizyczna przemoc, kłamstwa i ignorowanie prawa i wyroków sądowych; jak to się dzieje, że to jest możliwe w państwie prawa, państwie należącym do UE od ponad dziesięciu lat, w państwie z cywilizowanym sądownictwem i sprawnymi siłami prokuratorskimi-policyjnymi? Dlaczego działalność typów takich jak Piotr Buński jest możliwa przez tak długi czas? Poza oczywistą odpowiedzią zwracającą uwagę na 'niewydolne organy', 'złą organizację prokuratury, 'słabe prawo' itp., itd., jest jeszcze jeden, ludzki aspekt, który w odpowiedzi należy uwzględnić. Powiązania. Wystarczy się przyjrzeć tabliczkom na frontonach domów Burego. Mieszczą się tam nie tylko sklepy, solaria, gabinety lekarskie, ale przede wszystkim kancelarie adwokackie, kancelarie radcowskie, jak również instytucje publiczne związane z sądownictwem jak np., komornik sądu rejonowego. Broń mnie Panie Boże przed oskarżaniem tych kancelarii czy tego komornika o współpracę czy jakiekolwiek inne nielegalne wspomaganie Burego w jego neokamieniczniczej działalności! Twierdzę tylko, że poprzez fakt wynajmowania u Bury lokali firmy te mogą się znaleźć w konflikcie interesów pomiędzy nakazami sumienia a czynszem płaconym Buemu. Między tym co nakazuje moralność a chęcią zysku wynikającą z przyzwolenia na to co niemoralne. A o tym, że musi być coś na rzeczy niech posłuży nam następujące zdarzenie. Mój znajomy był kiedyś w tramwaju świadkiem rozmowy dwóch młodych Pań, z których jedna, jak należało sądzić, pracowała w kancelarii mieszczącej się w jednej z kamienic Burego jako albo aplikantka, sekretarka lub młodszy prawnik. Relacjonowała koleżance jak to jej szef/szefowa jednym zdaniem sprowadziła na ziemię jednego z młodszych pracowników kancelarii, do którego zgłosił się człowiek ze sprawą przeciw Bukiemu. Właściciel kancelarii jednoznacznie zabronił swemu młodszemu prawnikowi zajęcia się tą sprawą mówiąc, że 'Burego nie ruszamy bo wynajmujemy u niego biuro'. Proste, prawda? I to właśnie mam na myśli mówiąc o powiązaniach i 'kryciu' Burego. Ciekawe jest czy te kancelarie prawne i inne wiedzą o tej stronie działalności Piotra Burego? Ciekawe jak by się zachowały gdyby uświadomiły sobie jego niemoralne metody jakimi dodaje do swojej kolekcji coraz to nowe nieruchomości? Nie łudzę się w najmniejszym stopniu, że firmy te rozważyłyby coś takiego jak 'bojkot konsumencki'. Nie w tym kraju!

W ciągu prawie 20 lat swojej 'kariery zawodowej' w fachu neo-kamienicznika Piotr Bury dał się we znaki wielu osobom, przeważnie lokatorom kamienic/domów, które czyścił z 'wkładki mięsnej', jak i również współwłaścicielom nieruchomości, w których współposiadanie wszedł kupując część domu i wykurzając pozostałych współwłaścicieli w sposób opisany wcześniej. Perypetie i tragedie tych ludzi z rzadka tylko przedostawały się do prasy. Te, które zostały przedstawione w gazetach lokalnych, dają dość dobry ogląd w metody działania Burego. Na każde publikacje tego typu Bury zawsze reagował nerwowo i wytaczał sprawy sądowe albo bohaterom tych artykułów albo gazecie. Okazuje się, że jest on bardzo wyczulony na opinię publiczną i nie chce by negatywny wizerunek jego i jego firmy przeszkadzał mu w 'biznesie'. Jednym z artykułów, który skończył się sprawą sądową o zniesławienie (przegraną przez Buregogo) był artykuł z GW z 27 stycznia 2009 roku opisujący dewastację instalacji gazowej w jego garażu w naszym domu na ul. Litewskiej 12, na Sołaczu w Poznaniu, dewastację, którą Buryski nam zapowiedział podczas pierwszej swojej wizyty u nas jako współwłaścicieli nieruchomości po tym jak kupił parter w sierpniu 2008 roku. Artykuł zatytułowany: "Odciął gaz, bo chce ich przegonić?" jest już niedostępny na stronie GW więc zamieszczam go poniżej. 
Artykuł o dewastacji gazu przez Burackiego w naszej nieruchomości

Ciekawe w tym kontekście jest zajrzenie na forum dyskusyjne do tego artykułu, na którym słychać głosy i opinie ludzi, którzy mieli z Bukiem do czynienia wcześniej. Metody działania, zachowania Burego i stosunek do ludzi bez zmian. Widać, że Buracki działa tak od lat i nie spotkała go za to żadna kara. 

Komentarze forumowiczów o Burym Piotrze
http://forum.gazeta.pl/forum/w,67,90427496,90427496,Odcial_gaz_bo_chce_ich_przegonic_.html
(kto nie znajdzie strony proszę o kontakt mailowy)

W rezultacie tego artykułu Bury, wytoczył sprawę o zniesławienie lokatorowi, Panu B., zamieszkującemu z żoną w lokalu, który Burski kupił na parterze. Sprawę po roku czy dwóch przegrał. Najzabawniejsze jest to, że oskarżył Pana B. mniej więcej o to, że ten go zaatakował i pobił. A było zupełnie odwrotnie. Po tym jak Bury kupił parter poszedł do mieszkania lokatorów 'by się przedstawić'. Towarzyszyła mu w tej wizycie u Państwa B. Pani J.-T., od której Bury kupił parter. Od samego początku rozmowy, Bury zachowywał się nonszalancko i agresywnie w stosunku do Państwa B. Oświadczył im, że mają się natychmiast wyprowadzać bo mieszkanie jest jego; chciał siłą wejść do mieszkania i odtrącając Pana B. uderzył go w pierś popychając na ścianę. Ten pomimo podeszłego wieku (83 lata) zaczął się bronić, a Burego w międzyczasie zaczęła odciągać i uspokajać Pani J.-T. Ten zaczął się odgrażać Państwu B. że ich wyrzuci i że mają się natychmiast wynosić. Świadkami zajścia byli drudzy lokatorzy i również ja, który przyglądałem się temu z półpiętra klatki schodowej. Po ukazaniu się powyższego artykułu, Bury wystosował pozew przeciwko Panu B. o zniesławienie i o pobicie. 

Również mnie podał do sądu o 'zszarganie jego dobrego imienia' po artykule w GW z dnia 28 sierpnia 2012 roku, który opisuje jak to Piotr Bury odciął mi wodę, zdewastował termoizolację mojego mieszkania, wyłamał drzwi na strych, włamał się do garażu drugich współwłaścicieli, zdewastował moją część ogrodu, itp. Artykuł dostępny w archiwum GW zamieszczam poniżej: 

Do sądu podał mnie o to, że w dwu czy trzech miejscach artykułu mówię o odcięciu nam gazu w domu w styczniu 2009 roku w kontekście domniemanego sprawstwa Burego. Piszę o tym szerzej w poście nr 18. 


Sposób w jaki Burda zachowuje się w stosunku do obcych ludzi, jak się do nich zwraca i odzywa słownie, jak zachowuje się w sytuacjach zagrożenia gdy jest sam a jak wówczas gdy ma 'odwody'; sposób w jaki reaguje na brak strachu u innych, język jakiego używa w towarzystwie obcych mu ludzi, oraz wyzwiska i obelgi którymi obrzuca moją żonę, wszystko to pokazuje jak Bury postrzega świat, i gdzie lokuje swoje priorytety. By nie być gołosłownym kilka przykładów:
 
Przykład 1. Bury zwraca się do obcych ludzi używając zamiast przyjętego w normie językowej zwrotu "Pan/Pani", form charakterystycznych dla swojej grupy środowiskowej i / lub typu psychicznego, a mianowicie: 'śmieciu'; 'empegeemie' (od MPGM - Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej zarządzającej miejskimi kamienicami czynszowymi wyprzedawanymi za bezcen czyścicielom lub przejmowanymi  przez nich w korupcyjnych procedurach), w najlepszym przypadku "ty".


Przykład 2. Podczas oględzin nieruchomości przez biegłego sądowego, którego zadaniem było wydanie opinii czy są techniczne możliwości poprowadzenia gazu i wody klatką schodową by ominąć lokale Burego, Buński przy pięciu obecnych podczas oględzin osobach, zwrócił się do mnie: "Ty pedale!" 

Przykład 3. Kiedy któregoś razu latem chyba w 2011 r. Bury ostentacyjnie wszedł do ogrodu i zaczął się szarogęsić na części tegoż, którą używam nieprzerwanie od 25 lat zdecydowanym krokiem podszedłem do niego i wskazując na część ogrodu leżącą od lat odłogiem a proporcjonalnie odpowiadającą udziałom Burego w częściach wspólnych (1/4) kazałem mu wynosić się z mojej części i udać się na swoją, Bński zbaraniał a będąc sam odpowiedział mi w te słowa: "Teraz zejdę ale wrócę tu z kolegami (Jaśkowiakami przypuszczam) i wtedy zobaczysz!" Nic dodać, nic ująć. Przykłady można by mnożyć. Na tym kończę wpis.


=====================================================================

Definicja PSYCHOPATY 
cytat z Wikipedii
 
Osobowość dyssocjalna, psychopatia, osobowość antyspołeczna -- zaburzenie struktury osobowości o charakterze trwałym, dotyczące 2--3% każdego społeczeństwa. Zaburzenie to wiąże się z obecnością trzech deficytów psychicznych: lęku, uczenia się i relacji interpersonalnych. Kazimierz Pospiszyl dzieli zaburzenie na typ impulsywny i typ kalkulatywny.
Pospiszyl wyróżnia w psychopatii:
• deficyt lęku -- defekt emocjonalny polegający na braku przyswajania odruchów moralnych i braku empatii;
• deficyt uczenia się -- dominujące w typie impulsywnym zachowania agresywne;
• upośledzenie związków -- relacje oparte na przydatności innych do własnych celów, płytkie związki -- dominujące w typie kalkulatywnym, ignorowanie konwencji społecznych;
• cierń psychopatyczny -- zubożone życie psychiczne, kompensowane przez narcyzm -- wyczulenie na przejawy niedoceniania.
Socjopatia to trwałe zachowania antyspołeczne, pojawiające się w wieku dorastania, trwające w okresie dorosłości, w kilku różnych obszarach.
Kryteria diagnostyczne ICD-10
1. nieliczenie się z uczuciami innych
2. lekceważenie norm
3. niemożność utrzymania związków
4. niska tolerancja frustracji i próg wyzwalania agresji
5. niezdolność przeżywania poczucia winy i uczenia się (kary)
6. skłonność do obwiniania innych





Definicja SOCJOPATII

Socjopatia (inaczej osobowość antyspołeczna) - zaburzenie osobowości, przejawiające się nierespektowaniem podstawowych norm etycznych oraz wzorców zachowań w społeczeństwie, uwidaczniające się w wyraźnym braku przystosowania do życia w społeczeństwie.
Socjopaci nie potrafią podporządkować się zasadom współżycia społecznego. Wczesne przejawy tego zaburzenia obejmują m.in. kłamanie, kradzieże, bójki, nękanie, znęcanie się psychiczne, i inne konflikty z normami prawnymi.
W potocznym rozumieniu socjopata to osoba, która nie liczy się z cudzymi opiniami i łatwo popada w konflikty z innymi.
Cechy charakterystyczne
1. brak sumienia i odpowiedzialności wobec innych,
2. brak wstydu, poczucia winy i skruchy, osoby te nie są zdolne do głębokiej troski o drugiego człowieka,
3. kontakty międzyludzkie są u socjopatów znikome, nastawione na eksploatację drugiej osoby (około 80% przypadków),
4. manipulowanie jednostką, wykorzystywanie do własnych celów,
5. nieprzywiązywanie się do drugiego człowieka, brak reakcji na zaufanie, miłość i czułość; socjopata nie odbiera sygnałów z otoczenia, nie reaguje na przykłady innych, na to co jest normą, a co nie.


                                                                                 (źródło: Wikipedia)

poniedziałek, 12 maja 2014

Post nr 5. Prowadzimy wodę nową ścieżką do naszych mieszkań omijając lokale będące wyłączną własnością duetu Bury-Ksza

9 lutego 2009 roku, pomni tego co się stało w garażu PIOTRA BUR...O z przebiegającą przez ten garaż instalacją gazową, postanowiliśmy podjąć kroki uniemożliwiające mu zrobienie tego samego z wodą. Gwoli przypomnienia i wyjaśnienia czytelnikowi należy wspomnieć, że cały dom był wówczas zaopatrywany w wodę przez jedno doprowadzenie z ulicy, na którym w pomieszczeniu pod schodami w piwnicy był jeden wodomierz. Za tym wodomierzem wodociąg rozdzielał się na dwa piony obsługujące mieszkania po prawej i po lewej stronie klatki schodowej. Pion prawy zasilający mieszkanie nr 2 na parterze (wówczas zajmowane przez lokatorów), oraz moje na piętrze, biegł kanałem schowanym w ścianie, a w kondygnacji piwnicznej biegł równolegle do instalacji gazowej. Tym samym, na odcinku około 2 metrów przechodził przez garaż Burro, w którym to biegł po ścianie. Po stronie pionu lewego, zasilającego mieszkanie Państwa K. na piętrze było podobnie z tym, że w kondygnacji piwnicznej nie było niebezpieczeństwa, że Burrro zdewastuje ten fragment jako, że pomieszczenie to było pomieszczeniem wspólnym. Jednak nie miało to żadnego znaczenia dla bezpieczeństwa Państwa K. pod względem dostawy wody, bo w sytuacji gdy instalacja wodna jest w zasadzie jedna i wspólna dla całego domu uszkodzenie jej w miejscu, do którego nie mają dostępu inni współwłaściciele automatycznie doprowadza do odcięcia wody dla wszystkich. I tego się właśnie obawialiśmy. 

Pod koniec stycznia 2009 umówiłem się na rozmowę z dyrektorem technicznym Aquanetu, któremu w dłuższej rozmowie naświetliłem całą sprawę ze szczególnym naciskiem na metody działania Burro identyczne z tymi, które stosują czyściciele kamienic, a które zmierzają do tego by nas wykurzyć z naszej własności wszelkimi możliwymi sposobami. W rozmowie tej prosiłem dyrektora o zgodę na rozdzielnie doprowadzeń wody do każdego lokalu oddzielnie tak by w ulicy były oddzielne zawory zamykające od których odchodziłyby do domu oddzielne ścieżki wodne z oddzielnymi na nich wodomierzami. W ten sposób każde mieszkanie/właściciel miałby swoje własne 'ujęcie' wody, a nowa instalacja wewnątrz budynku doprowadzająca wodę do naszego i Państwa K. mieszkania zostałaby poprowadzona przez części wspólne nieruchomości (klatkę schodową) omijając garaż Burro. Po początkowym wahaniu i niepewności dyrektor oznajmił nam, że skonsultuje się z prawnikami Aquanetu co do możliwości przeprowadzenia takiego rozłączenia i da nam odpowiedź. Po dwu dniach dostałem telefon, w którym poinformował mnie, że się zgadzają i żebym wystosował podanie opisując dokładnie całą sprawę i naszą sytuację łącznie z naszymi obawami dotyczącymi domniemanych planów Burro w/s wody.  9 marca 2009 roku otrzymałem oficjalną decyzję o zgodzie na rozdzielenie instalacji doprowadzającej wodę i zostało to wykonane na początku kwietnia. W interesującym nas fragmencie wewnątrz domu instalacja przebiegała jak na zdjęciach poniżej: 
Fot 1. Trzy oddzielne ujęcia wody w 'ulicy' + kotka Florynka
Fot. 2. Moje i Państwa K. dojście do wodomierza w piwnicy
Po lewej, widać trzy oddzielne ujęcia doprowadzające wodę niezależnie do pomieszczenia w piwnicy gdzie są dwa wodomierze (mój i Państwa K.). Wodomierz Burro jest tym, który niegdyś był wodomierzem wspólnym dla całego domu. Innymi słowy 'stara instalacja' została niejako pozostawiona Burro, a my poprowadziliśmy sobie nową przez klatkę schodową omijając garaż Burro. 
Fot 3. Fragment na ścianie w piwnicy - prawa moja, lewa Państwa K.
Fot 4. Klatka schodowa w piwnicy - przez strop na parter.

Fot 5. Na klatce na parterze - drzwi do lokalu Buregogo
Na Fot. 3 widać dwie oddzielne nitki wodne, prawa jest moja a lewa Państwa K. Z pomieszczenia gdzie są wodomierze moja nitka przechodzi na klatkę schodową i idąc równolegle do nieczynnej już rury gazowej (na żółto) przechodzi nad drzwiami garażu Burro przez strop na parter klatki schodowej (Fot. 4). Ta zardzewiała rura wchodząca w ścianę i przechodząca do garażu Burro to właśnie stara instalacja wodna, o której 'zdrowie' się obawialiśmy. Na Fot. 5. widać ciąg dalszy mojej nitki wodnej na parterze przy drzwiach do jednego z lokali Burro i jak przez strop przechodzi na piętro i przy moich drzwiach (Fot. 6) przebija się przez strop na poddasze i tam wchodzi przez ścianę na strych (Fot. 7) by na nim włączyć się w moją istniejącą wcześniej instalację, którą doprowadzałem sobie wodę z piętra do drugiej części mojego mieszkania na poddaszu. Czyli nowa instalacja doprowadza mi wodę do mojego mieszkania na piętrze od góry. Państwo K. poprowadzili sobie również wodę do swojego mieszkania po lewej stronie oddzielną, niezależną trasą omijając części należące wyłącznie do Burro. 
Fot. 6. Na piętrze przy moich drzwiach.
Należy tu oczywiście nadmienić, że przeprowadzając wodę przez wspólną klatkę schodową nie uzyskaliśmy zgody Burro na rozdzielenie instalacji ani na poprowadzenie jej częściami wspólnymi czyli klatką schodową, bo oczywiście takiej zgody byśmy od niego nie dostali. Gdym zwrócił się do niego z ustną prośbą w tej sprawie odmówił. To że odmówi było dla nas jasne od samego początku. Nie po to NIEZNANY SPRAWCA :-) dewastował instalację
Fot. 7. Klatka na poddaszu - na strychu wpina się do mojej instalacji.

w jego garażu, nie po to Burro zostawił swój garaż otwarty na zimę, by nam potem udzielać zgody na poprowadzenie wody do naszych mieszkań drogą, która by pozbawiała go jakiejkolwiek możliwości dokuczenia i uprzykrzenia nam i drugim współwłaścicielom życia w naszych mieszkaniach. Otrzymałem natomiast zgodę Państwa K. Woda popłynęła do naszych  mieszkań nową rurą pod koniec kwietnia 2009 roku i płynęła nią sobie szczęśliwie do 14 sierpnia 2012 roku kiedy to Burro, dokonując innych dewastacji, zniszczeń i włamań na terenie nieruchomości, wyciął mi fragment wodociągu przebiegający przez parter klatki schodowej. Zapowiedział to zresztą mi w piśmie, które przesłał do mnie i Państwa K. przez swojego radcę prawnego A. Korala, że jeżeli sami nie usuniemy 'bezprawnie zamontowanej instalacji wodociągowej' to zostanie ona przez niego usunięta na nasz koszt. Jak zwykle we wszystkich tego rodzaju sprawach BURRO kłamie, zaprzecza sobie, odwraca role i robi z siebie pokrzywdzonego, konfabuluje, kręci, i mataczy. (wydarzenia z sierpnia 2012 roku zostaną opisane w oddzielnym poście).

Od tego czasu, tj., od 14 sierpnia 2012 roku NIE MAMY W MIESZKANIU WODY BIEŻĄCEJ! Noszę ją wiadrami z piwnicy, większe pranie robimy u koleżeństwa z pracy, a na prysznice i kąpiel chodzimy do naszych przyjaciół i sąsiadów z domu obok, którzy nas duchowo, moralnie i nie tylko wspierają od samego początku naszej walki z duetem neo-kamieniczników PIOTR BURRO / ALINA KSZA z firmy FOTO stosujących metody czyścicieli kamienic. 

(od połowy września 2014 już mam - patrz post nr 15 i 19)

piątek, 9 maja 2014

Post nr 4. Drugie postępowanie w sprawie dewastacji instalacji gazowej z poruczenia czyścicieli.

Pierwsze postępowanie w sprawie dewastacji instalacji gazowej w garażu Pietrusa Burasa zostało przez Prokuraturę bardzo szybko umorzone. Prokuratura nie przeprowadziła ŻADNYCH czynności dochodzeniowych w sprawie. W szczególności nie przesłuchała nikogo z mieszkańców obecnych w domu podczas dewastacji, nie zabezpieczyła żadnych śladów w garażu Burasssssa a mimo to stwierdziła, że "instalacja sama się rozszczelniła ze starości i normalnej wieloletniej eksploatacji". Do takiego wniosku śledczy doszli po przesłuchaniu samego Piotrusia Burusia i dyspozytora pogotowia gazowego, który przyjął zgłoszenie od Janzcaka po tym jak ten na polecenie Burusia albo sam albo przy zaangażowaniu swojego człowieka zdewastował instalację w garażu Buressi. 

Na tak oczywistą manipulację złożyliśmy zażalenie na tę decyzję, którą prokuratura odrzuciła i odesłała do decyzji sądu rejonowego na Kamieniogórskiej. Sąd w decyzji z 4 listopada 2009 roku uchylił zaskarżone przez nas umorzenie i nakazał prokuraturze kontynuować postępowanie przygotowawcze. A co ważniejsze nakazał prokuraturze wykonanie szeregu czynności, które ta pominęła w postępowaniu 1-szym pomimo naszych, mieszkańców bezpośrednio dotkniętych 'awarią', jednoznacznych opisów motywów Piotra Bińskiego. Jednocześnie Sąd zauważył co następuje:
 
W odniesieniu natomiast do roli Tadeusza Jutzaka, rzekomego najemcy garażu od Piotra B., Sąd stwierdził co następuje:

"Oskarżyciel publiczny powinien dokonać nadto pogłębionej analizy zeznań Tadeusza J[ajpaka], w szczególności zaś wyjasnić przyczyny dla których rozpoczął inwestowanie w garaż, którego jeszcze faktycznie nie wynajął od Piotra Burbeckiego orza rozważyć korzyść jaką ww. osoba miała w złożeniu zeznań określonej treści."

Natomiast co do naszego zarzutu, że prokuratura nie dołożyła wystarczających starań by uwzględnić okoliczności 'awarii' zgłaszane przez 11 mieszkańców domu Sąd stwierdził: "Przede wszystkim jednak w toku postępowania przygotowawczego należy dokonać oględzin miejsca , w którym miało dojść do uszkodzenia instalacji gazowej oraz przeprowadzić dowód z opinii biegłego na okoliczność tego, czy instalacja ta jest faktycznie uszkodzona, a jeśli tak, to jakie są przyczyny tego uszkodzenia, w szczególności zaś, czy mogło do niego dojść w okolicznościach opisywanych przez skarżących. Za niewystarczające w tym zakresie uznać bowiem należy przesłuchanie w charakterze świadka pracownika Pogotowia Gazowego przybyłego na miejsce (ZM) oraz jego przełożonego (J.... P.....), którego wiedza na temat zdarzenia wynikała wyłącznie z dokumentów."

A więc sprawa została z powrotem odesłana do prokuratury celem kontynuowania i uzupełnienia. Prokuratura tym razem przesłuchała mnie, drugich współwłaścicieli i trzech lokatorów, zarządziła biegłego d/s pożarnictwa, a na mój wniosek dowodowy biegłego d/s mechanoskopii celem analizy miejsca rozszczelnienia pod kątem stwierdzenia czy kurek 'sam się odkręcił, czy przy pomocy osoby trzeciej'. Prokuratura 'odmorzyła' sprawę w styczniu 2010 roku a po wykonaniu czynności jak wyżej umorzyła ją ponownie 20 maja 2010 roku:



W uzasadnieniu swojej decyzji o umorzeniu prokuratorzy Prok Rej na stronie 4 dokumentu piszą jak następuje:

Fragment strony 4 umorzenia


Wnioski prokuratorów są zadziwiające. Prokuratorzy ci mówią nic innego jak to: "Tak, zgadza się Buński nęka współwłaścicieli i chce ich wykurzyć. Również jest prawdą to, że, wbrew temu co twierdziliśmy w pierwszym postępowaniu, kurek na instalacji sam się nie odkręcił i że zrobił to ktoś trzeci w okolicznościach opisanych przez mieszkańców. Ale podczas tego rozszczelniania instalacji i przez następne prawie 1,5 godziny nie ulotniło się z instalacji aż tyle gazu by od razu spowodować wybuch. Nie było żadnego realnego zagrożenia wybuchem gazu. Po prostu troszkę gazu się z rury ulotniło po tym jak ktoś trzeci specjalnie uszkodził tę rurę, ale nie aż tyle żeby od razu doprowadzić do wybuchu. Bez przesady!" 


Fragment str. 5 drugiego umorzenia

Po kilku następnych akapitach, w których prokuratura wchodzi w prawniczy żargon  terminologiczny i zajmuje się nie istotnymi dla sprawy zagadnieniami takimi jak: czym jest gaz, czym wybuch, i czym jest skala wielkiego zagrożenia, dochodzi do ostatecznego wniosku:

"zdarzenie z 14 stycznia 2009 r. w postaci rozszczelnienia instalacji gazowej nie stworzyło bezpośredniego niebezpieczeństwa wybuchu zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób."  

Ponieważ prokuratura podpiera się w tym twierdzeniu treścią "opinii z zakresu pożarnictwa, gdzie biegły wprost wyraził, że zdarzenie nie zagrażało wybuchem" (pisownia oryginalna), przeanalizujmy powyższą opinię i zobaczmy co Pan biegły w niej napisał. 

Ekspertyza Ppoż
15 stycznia 2009 roku

Biegłemu z zakresu pożarnictwa, który przybył na Litewską, prokuratura postawiła następujące pytania: 


1. czy instalacja gazowa znajdująca się w garażu domu przy ul. Litewskiej w Poznaniu jest uszkodzona? 
2. jeśli tak, jakie są przyczyny tego uszkodzenia?
3. czy do uszkodzenia instalacji gazowej mogło dojść w okolicznościach opisywanych przez skarżących?
4. czy istnieje zagrożenie wybuchu gazu?

W części II opinii zatytułowanej: 'Opis czynności oględzinowych' w punkcie 2 na stronach 6 i 7 Pan Biegły opisując garaż zauważa między innymi: "... Rura pomalowana jest na kolor biały. Naruszona powierzchnia farby na korku wskazuje, że był on wykręcany i wkręcany. W garażu znajduje się również odcinek instalacji cieplika biegnący pod sufitem oraz otwory rewizyjne wyczystek kominów wentylacyjnych."  Ważne jest w tym opisie garażu to, że biegły zauważył i stwierdził jednoznacznie, że korek rury był odkręcany i, że widać to między innymi po naruszonej powłoce farby na kurku. 

Fragment 1 opinii biegłego ppoż
W części III opinii zatytułowanej: "Analiza akt w odniesieniu do zgromadzonego materiału dowodowego w zakresie pytań postawionych przez organ" na stronie 23 biegły w odniesieniu do interwencji pogotowia gazowego z dnia 'awarii' tj., 14 stycznia 2009 r. stwierdza (na zdjęciu podkreślenie czerwone) : "Podczas interwencji nie określono ilości lub intensywności ulatniającego się gazu. ILOŚĆ GAZU, KTÓRA ZOSTAŁA UWOLNIONA DO ATMOSFERY POMIESZCZENIA NIE ZOSTAŁA OKREŚLONA I NIE JEST MOŻLIWE DOKONANIE  NAWET OBLICZEŃ HIPOTETYCZNYCH."  Jeżeli nie było wiadomo ile gazu wydobyło się z rozszczelnienia i jeżeli nie jest możliwe nawet szacunkowe ustalenie tej ilości to na jakiej podstawie biegły we wnioskach późniejszych stwierdza, że nie było zagrożenia wybuchem?  W następnych zdaniach biegły stwierdza, że (na zdjęciu podkreślenie niebieskie): "W pełni sprawna instalacja wentylacji zapobiegła gromadzeniu się mieszanki gazowej zdolnej do wybuchu. W dniu prowadzonych oględzin stwierdzono, że instalacja wentylacji grawitacyjnej jest sprawna." Sprawa zaiste zadziwiająca bo o ile wentylacja grawitacyjna czyli tzw., wywietrzniki na przewodach kominowych w górnej, podsufitowej części pomieszczeń kuchennych i łazienkowych w domu istnieje, to w rzeczonym garażu gdzie doszło do 'awarii' takiej WENTYLACJI GRAWITACYJNEJ NIE MA!! Wobec tego nie było możliwe by gaz zbierający się z ulotu mógł tą wentylacją wydostać się na zewnątrz. Innymi słowy zbierał się i akumulował w szczelnie zamkniętym garażu przez co najmniej 1,5 godziny (tak jak pisałem we wcześniejszym poście) czym stwarzał realne i poważne niebezpieczeństwo wybuchu. Coś się tu Biegłemu najwyraźniej pomyliło, co jest o tyle dziwne, że przecież sam w w/w fragmencie opisu oględzin pomieszczeń w garażu nie odnotował żadnych otworów wentylacji grawitacyjnej. Również interweniująca ekipa pogotowia gazowego w dniu 'awarii' nie wspomina w zeznaniach o żadnych pomiarach sprawności wentylacji grawitacyjnej w garażu. Skąd wobec tego w opisie Biegłego ten fragment? Może zabłąkał się z innego postępowania?

W ostatniej części fragmentu biegły pisze co następuje (na zdjęciu w czerwonej ramce): "W przypadku ujawnienia świadomego działania polegającego na uszkodzeniu przewodów rurowych instalacji gazowej w budynku przy ul. Litewskiej 12 w Poznaniu należy uznać usiłowanie sprowadzenia zdarzenia określonego art. 164 kk. Ewentualne zapalenie się mieszanki gazowej uwolnionej do czasu interwencji Pogotowia Gazowego spowodowałoby tzw., fuknięcie i wystąpienie pożaru." Dlaczego biegły, nie znając jeszcze wyników ekspertyzy mechanoskopijnej, którą zresztą sam we wnioskach zaleca w celu poznania przyczyn uszkodzenia instalacji w garażu (pytanie nr 3), stwierdza w tychże wnioskach, że zagrożenia wybuchem nie było!? A to w abstrakcji od wykazanego już wcześniej błędnego i fałszywego założenia, że w garażu była sprawna wentylacja grawitacyjna. Nic w opinii Biegłego nie trzyma się kupy. Jest ona pełna zaprzeczeń, fałszów, nieprawdziwych stwierdzeń i pokrętnych interpretacji. A wnioski które Biegły formułuje na stronach 23-25 jeszcze tę opinię ugruntowują. Spójrzmy na te wnioski, które są odpowiedziami na zadane przez prokuraturę pytania: 

 Pytanie 1 brzmiało: czy instalacja gazowa znajdująca się w garażu domu przy ul. Litewskiej w poznaniu jest uszkodzona? 
Odpowiedź Biegłego PPOŻ:
Odpowiedź na Pytanie 1
Komentarz: Biegły NIE ODPOWIADA na postawione mu pytanie. Pytanie wyraźnie dotyczy instalacji w GARAŻU a biegły odpowiada na pytanie w odniesieniu do instalacji w MIESZKANIU nr 2 i jeszcze na dodatek ilustruje to zdjęciem fragmentu instalacji gazowej z tegoż mieszkania! Czy fakt ten nie jest kompromitujący biegłego i stawiający pod znakiem zapytania wartość całej ekspertyzy!? Przecież prokuratura postawiła biegłemu jasne i proste pytania, a ten już w próbie pierwszej na nie nie odpowiada. Nie odpowiadając na to pytanie stwierdza, że nie było wobec tego uszkodzenia instalacji gazowej w garażu, czym zaprzecza sam sobie jak również zeznaniom pogotowia gazowego i biegłego mechanoskopii (patrz dalej). Załóżmy nawet na chwilę, że istotną była dla postępowania wiedza o stanie instalacji również w mieszkaniu nr 2. Czy fakt, że instalacja jest 'oblepiona' poxyliną, tak jak to pokazuje zdjęcie, oznacza, że instalacja ta jest uszkodzona, tzn., nieszczelna? Nawet jeśli tak, to na jakiej podstawie Pan Biegły Ppoż. to ustalił? Czy dokonał pomiaru szczelności? Czy dokonał pomiaru ulatniającego się gazu? Czy dokonał prześwietlenia powłoki poxyliny by zobaczyć nieszczelność? Nie, nic z tych rzeczy. Pan Biegły, po prostu zareagował 'poszlakowo' tzn., pomyślał tak: jeżeli jest oblepiona rura poxyliną, to znaczy że była nieszczelność, bo inaczej nikt by przecież poxyliną nie oblepiał. Absolutnie się z Biegłym zgadzam. Nikt NORMALNY by poxyliną nie oblepiał rury gazowej jeśli ta byłaby sprawna i nie uszkodzona. Mógł to zrobić tylko ktoś kto chciał STWORZYĆ wrażenie, że rura jest nie szczelna i uszkodzona i tym samym skierować tok myślenia biegłego na drogę uogólnienia: jeżeli jest nieszczelna w jednym miejscu (mieszkanie nr 2) to również w garażu pewnie też to miało miejsce (z tym, że o garażu biegły 'zapomniał wspomnieć w odpowiedzi na pytanie nr 1). Tym kimś mógł być tylko i wyłącznie PIOTR BEŃSKI, który za wszelką cenę chciał odwrócić uwagę wszystkich od dewastacji instalacji gazowej przeprowadzonej w garażu przez NIEZNANEGO SPRAWCĘ. Alternatywą do powyższego może być sytuacja gdy instalacja w mieszkaniu nr 2 rzeczywiście był nieszczelna i że nie Piotr Biński ją 'opaćkał' poxyliną dla celów oczywistych, lecz, że zrobił to użytkownik mieszkania czyli lokator zamieszkujący lokal nr 2 do lipca 2009 r (biegły pporz był na wizji lokalnej w lutym 2010 r.). Czy wobec tego prokuratura przesłuchała lokatora Pana S. na okoliczność wyjaśnienia tej sprawy, tak jak wnioskowałem we wniosku dowodowym do prokuratury? Absolutnie nie! Prokuratura nie uważała tego za konieczne by sprawdzić naszą wersję wydarzeń i przyjęła całkowicie optykę narzuconą jej przez Piotra Buńskiego a podjętą przez biegłego ppoż. Jednym słowem, prokuratura też dała się na to nabrać. Znowu?

Pytanie 2 brzmiało: jeśli tak, jakie są przyczyny tego uszkodzenia?
Odpowiedź Biegłego Ppoż:  
 
Komentarz: Odpowiedź na pytanie 2 jest jak najbardziej poprawna. To nie w gestii i kompetencji biegłego ppoż powinno być wypowiadanie się o przyczynach uszkodzenia instalacji w garażu, lecz biegłego mechanoskopii. Zauważając to jednak biegły ppoż poniekąd stwierdza, że uszkodzenie instalacji w garażu było, co jest w sprzeczności z tym co pisze pośrednio wcześniej.

Pytanie 3. czy do uszkodzenia instalacji gazowej mogło dojść w okolicznościach opisywanych przez skarżących?
Odpowiedź Biegłego Ppoż: 

Komentarz: Na jakiej podstawie biegły z zakresu pożarnictwa twierdzi, że odpowiedź na pytanie 3 jest negatywna? Czy to w ogóle leży w kompetencji biegłego ppoż by wypowiadać się o tym czy sprawca był umyślny czy nie, czy było prawdopodobne, że to osoba wskazywana przez mieszkańców dokonała dewastacji, czy nie, czy okoliczności przez nas wskazane były przyczyną motywacji działań Piotra Buskiego czy nie? Tu chyba biegły wyręcza w swojej roli prokuraturę, która powinna sama dokonać wszechstronnej analizy faktów ze szczególnym uwzględnieniem zaleceń zgłoszonych przez sąd rejonowy z listopada 2009 r., który nakazał jej kontynuowanie postępowania i dojść do wniosków samodzielnie, a nie, że biegły ppoż stawia się w roli orzecznika w tej sprawie. Kuriozalne doprawdy! Czy w sytuacji kiedy bezsprzecznie ustalono, że w garażu ktoś manipulował przy kurku instalacji pod ciśnieniem, naruszając jego 'zwartość' poprzez odkręcenie go, to czy nie należało sobie zadać pytania czy osoba, która to robiła była osobą uprawnioną do dokonywania tego typu manipulacji? Czy nie należało połączyć tego faktu z tym, że  8 mieszkańców domu słyszało przerażająco głośnie uderzenia w rury gazowe i widziało ich drgania w swoich mieszkaniach w czasie gdy rzekomo Judczak 'dokonywał tam niewielkich oględzin garażu ze swoimi ludźmi'? Czy prokuratorzy Prok Rej nie powinni byli połączyć tego faktu z tym, że dwójka współwłaścicieli jednogłośnie zrelacjonowała prokuraturze taki sam przebieg wizyty Piotra B. u nich we wrześniu 2008 roku, podczas której ten zagroził im, że: jeśli się nie wyprowadzicie to będę wam uprzykrzał życie jak tylko się da'?! A może prokuratura nie chciała tego robić bo zmusiło by to ją do podjęcia czegoś więcej niż tylko 'ruchów natrętne muchy odganiających'? 

Pytanie 4:   czy istnieje zagrożenie wybuchu gazu?
Odpowiedź Biegłego Ppoż: 
Komentarz: Kilka rzeczy od razu uderzy uważnego czytelnika w tej odpowiedzi. Przede wszystkim zupełnie bezprzedmiotowe jest samo pytanie postawione biegłemu przez prokuraturę, bowiem oczywistym jest, że zagrożenia wybuchu gazu w chwili przeprowadzania ekspertyzy przez biegłego ppoż, tj. 15 stycznia 2010 roku, nie było, bo być nie mogło w obliczu faktu zamknięcia głównego zaworu gazu przez pog gaz w dniu 'awarii', która miała miejsce dokładnie rok wcześniej. Zatem pytanie o to czy istnieje zagrożenie wybuchem gazu rok po tym jak gaz w domu został odcięty jest co najmniej śmieszne. Pytanie to również pokazuje, to co cały czas twierdziłem w pismach do prokuratora generalnego, że prokuratorzy Prok Rej i inni, którzy prowadzili tę sprawę nie zadali sobie najmniejszego trudu by postarać się zrozumieć co u nas w kamienicy zaszło, jakie były okoliczności i jak mają się zeznania Piotra B. i jego ludzi do topografii miejsca, czasu, i działań osób. Ten wątek jeszcze się pojawi później. 
      
Druga rzecz, która uderza czytelnika to żargonowy bełkot biegłego na samym początku odpowiedzi (w niebieskiej ramce), w najmniejszym stopniu nie wiążący się z pytaniem i nie pozostający z nim w nawet nikłej relacji merytorycznej, a będący jedynie 'wypełniaczem beztreściwym' by sama odpowiedź nie wyglądała na zbyt krótką. 
      
Trzecia rzecz, na którą uważny czytelnik opinii biegłego zwróci uwagę, to oczywisty kontrast pomiędzy kategorycznością stwierdzenia biegłego, o zbyt małej ilości uwolnionego do atmosfery garażu gazu w następstwie dewastacji instalacji, a wcześniejszymi jego równie kategorycznie sformułowanymi stwierdzeniami, o tym, że nie było możliwe nawet szacunkowe, obliczenie ilości gazu, który ulotnił się w garażu. Pytanie wobec tego nasuwa się jedno, na jakiej podstawie biegły twierdzi, że ilość gazu była zbyt mała by doprowadzić do wybuchu? Czy prokuratura nie ostrzegła tej sprzeczności? Najwyraźniej ta, i wiele innych nieścisłości i błędów w opinii, nie wzbudziło ich wątpliwości i nie doprowadziło do wnikliwej analizy faktów. Nie sposób ulec wrażeniu, że powody takiej postawy prokuratury w tej sprawie są nie do końca jasne. A jakie mogłyby to być powody, to już niech sobie uważny czytelnik dopowie sam. Chcę jednak ciągle wierzyć, że to nie tak jak myślę, że było. Chciałbym. 
       
Czwarta rzecz, która nawet uczniowi gimnazjum rzuciła się w oczy (dałem 14-sto latkowi tekst opinii do przeczytania pod tym kątem i to wyłapał), to fakt, że w pytaniu 4 ekspert mówi o potencjalnym wybuchu w obszarze podsufitowym w kuchni (lokalu nr 2 należy sądzić), a z tego co pamiętam to pytanie było o nieszczelności i groźbie wybuchu w garażu Piotra B. a nie w jego kuchni! Jest to karygodna nieścisłość, która z miejsca dyskwalifikuje dokument jako podstawę do budowania orzeczenia jakiejkolwiek treści! Prokuratura jednakże oparła się tylko na tej opinii w konstruowaniu swojej decyzji o umorzeniu

Reasumując, opinia biegłego ppoż jest pod względem merytorycznym pełna nieścisłości, błędów i zaprzeczeń. Biegły ppoż, nie może się odnaleźć w przestrzeni, którą dano mu do oględzin. Myli garaż z kuchnią, stwierdza fakty o garażu, które odnoszą się do kuchni i odwrotnie, nie odpowiada na pytania, albo odpowiada na nie nie mając ku temu żadnych podstaw w faktach, lub nie będąc do tego powołanym. Innymi słowy na tak niedoskonałej opinii prokuratura skonstruowała swój gmach jakim była decyzja o umorzeniu postępowania. 


Ekspertyza mechanoskopijna
16 kwietnia 2010
Po wizycie biegłego ppoż i po czynnościach jakie wykonał, w miejscach, w których był, oraz po pytaniach jakie mi zadawał odniosłem wrażenie, że biegły przyszedł na wizję zupełnie nie przygotowany i niezaznajomiony z przedmiotem sprawy w której ma wydawać opinię, co miała swoje odbicie w jakości tej opinii. W związku z tym postanowiłem zwrócić się do prokuratora z wnioskiem dowodowym o przeprowadzenie ekspertyzy mechanoskopijnej by stwierdzić jednoznacznie cz 'kurek się sam odkręcił czy ktoś mu w tym wydatnie pomógł'. Tu trzeba choć po części oddać rację biegłemu ppoż, który też o taką ekspertyzę wyraźnie wnioskował w odpowiedzi na zadane mu pytanie nr. 2. Taki też wniosek dowodowy złożyłem w biurze podawczym prokuratury na Solnej w dniu 26 stycznia 2010 roku. 
     Wizja eksperta mechanoskopii w garażu w asyście policji i instalatorów instalacji gazowej odbyła się 16 kwietnia 2010 r., a opinia została sporządzona już po 2 tygodniach, tj., 30 kwietnia 2010 r. Jest zwięzła i krótka więc zamieszczę ją tu w całości:



Na zdjęciach wyglądało to tak:

Fot. 1. Widok ogólny dewastacji zaślepki rury gazowej w garażu Piotra Bińskiego

Na zdjęciach widać wyraźnie, że fragment instalacji na którym doszło do jej rozszczelnienia był przedmiotem siłowego odkręcania przy pomocy narzędzi opisanych przez biegłego. Widać również wyraźnie jak NIEZNANY SPRAWCA dokonał tej dewastacji

Fot. 2. Zbliżenie 1
Fot. 3. Zbliżenie 2
Fot. 4. Zbliżenie 3.
instalacji. Widać wyraźnie, że kurek nie chciał poddać się prostemu odkręceniu przy pomocy siły rąk i, że człowiek ten musiał użyć jakiegoś 'przedłużenia' swojego ramienia. Aby dobrze uchwycić kurek i aby ten nie wyślizgiwał się z uścisku narzędzia osoba ta musiała mocno ścisnąć kurek i przyłożyć siłę większą niż tylko ta którą dysponował. Użyła do tego młota, którym uderzała w przedłużone ramię klucza. Właśnie te uderzenia i drgania przenoszone przez instalację po całym domu słyszeli i widzieli wszyscy przebywający w owym czasie w domu mieszkańcy. Poza tym na zdjęciach wyraźnie widać ukruszony fragment tynku w miejscu gdzie człowiek Piotra B. zrobił sobie miejsce by w tym ciasnym rogu dobrze chwycić kurek narzędziem, którego używał. Fakty te, jak i zresztą cała opinia mechanoskopijna, została przez prokuraturę zupełnie zignorowana w konstruowaniu orzeczenia, o umorzeniu oczywiście. Wydaje się, że orzeczenie umarzające sprawę sprowadzenia niebezpieczeństwa wybuchu zostało tak przez prokuratorów poprowadzone by zminimalizować i nie uwzględnić decydującego dowodu jakim jest opinia mechanoskopijna. W całości oparli się na nie popartych niczym stwierdzeniach biegłego ppoż i wręcz cytują je w całości, natomiast nie weszli w istotę sprawy a mianowicie w znalezienie tego kto doprowadził do tej dewastacji instalacji pod ciśnieniem i jaki interes mógłby w tym mieć. Sam fakt manipulowania przy takiej instalacji, w której pod ciśnieniem płynie gaz jest już samo w sobie sprowadzaniem niebezpieczeństwa wybuchu, a tu prokuratura mówi, że zagrożenia nie było bo za mało gazu się ulotniło z instalacji. Czyli przyznają, że ktoś bezprawnie przy instalacji gazowej pod ciśnieniem gmerał, doprowadził do rozszczelnienia, potencjalnie prowadzącego do wybuchu, i zaniechują ścigania tego kogoś. Jak nazwać takie działania prokuratury poznańskiej? 

Jak pisałem na wstępie tego posta prokuratura  umorzyła śledztwo 20 maja 2010 roku 'wobec stwierdzenia, że czyn nie zawiera ustawowych znamion czynu zabronionego'. Innymi słowy prokuratura orzeka tak:

'każdy może sobie i innym rozszczelniać i dewastować instalację gazową pod ciśnieniem pod warunkiem, że zrobi to tak by nie ulotniło się na tyle gazu by doprowadziło to do wybuchu'. 

Oburzony na takie potraktowanie przez prokuraturę skierowałem pismo do Prokuratora Generalnego z prośbą o ponowne wszczęcie postępowania. O tym w następnym poście.