Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 5 maja 2014

Dom na Sołaczu w Poznaniu ofiarą czyścicieli kamienic.

Dom nasz to prosty, piętrowy dom z poddaszem na ulicy Litewskiej 12 na Sołaczu w Poznaniu. Pierwotnie w zamierzeniu budowniczych z 1938 roku dom był przeznaczony dla dwu rodzin zajmujących parter i piętro. Po wojnie kondygnacje podzielono i na każdej utworzono dwa niezależne mieszkania z wejściem z centralnej klatki schodowej. 

Widok domu od ulicy latem
Mieszkanie od zachodu na piętrze (po prawej stronie frontem do wejścia) kupiliśmy w 1989 roku od poprzedniej właścicielki domu. Ta sama właścicielka sprzedała mieszkanie na piętrze od strony wschodniej Państwu K. Dwa mieszkania na parterze zajmowane od końca wojny przez lokatorów kwaterunkowych kupiła od tej samej właścicielki w roku 1991 Pani J.-T., która w nieruchomości nie zamieszkiwała. Wszystkie mieszkania są wydzielone z części wspólnych nieruchomości i stanowią wyłączną własność ich właścicieli. Do mieszkań tych są przypisane pewne przynależności powierzchniowe takie jak garaże czy inne pomieszczenia. Również dla każdego mieszkania jest określony udział w częściach nie wyłączonych z nieruchomości a stanowiących części wspólne do korzystania przez wszystkich 3 współwłaścicieli. Do każdego z mieszkań na piętrze (mojego i Państwa K.) przypisano udział w wysokości 3/8 w częściach wspólnych (strychy, piwnice, ogród, klatka schodowa), a do każdego z dwu mieszkań na parterze po 1/8.

Ulica Litewska jest ślepą ulicą doprowadzającą do hotelu Meridian, dawniej restauracji 'Piracka' i jest zabudowana domami tylko po południowej stronie. Strona północna jest niezabudowana i otwiera się na Park Sołacki i  staw.
Widok na park od domu wiosną...
 

i jesienią.


Kuchenne okna mieszkań wychodzą również na tę stronę. Jesienią można przy obiedzie podziwiać feerię kolorów przebarwiających się drzew parkowych a zimą przyglądać się w nieskończoność łyżwiarzom śmigającym po zamarzniętym stawie.

Widok domu ze stawu sołackiego
Widok z okna na park i staw








Okna od strony południowej wychodzą na ogród, za którym rozciąga się zieleń ogródków działkowych a za nimi widać nasyp linii kolejowej. Ogród za domem użytkowany przez nas i Państwa K., pomimo tego, że wymaga ciągłego doglądania, pielęgnowania i innych prac dostarcza nam wiele przyrodniczych obserwacji. Regularnie widzimy w nim jeże, wiewiórki, a czasami przemknie się jenot lub kuna. Na świerku przed oknem ogrodowym co roku gniazdują gołębie. Inne ptactwo też w obfitości buszuje po tej stronie domu.

Widok z dachu na ogród i działki









Widok z nasypu na dom.

Najbliższa okolica też pełna jest zieleni i uroczych terenów spacerowych, z których staramy się codziennie korzystać. Jednym słowem wieś w centrum miasta, do którego piechotą mamy 20 minut a tramwajem 5 przystanków. Jeżyce z najlepszym i najurokliwszym rynkiem owocowo-warzywnym w zasięgu ręki, przedwojenny zakład szewski na Jeżyckiej 37 też niedaleko, dwie lodziarnie na Kościelnej tuż za wiaduktem, Chata Polska na Wojska Polskiego, 2 Biedronki całkiem blisko, Francuski Łącznik po drugiej stronie stawu, na pocztę i do apteki sołackiej 200 metrów, weterynarz dla przydomowych kotów w potrzebie na Nad Wierzbakiem, słowem przyjazna okolica do mieszkania. Tak też sobie pewnie pomyślał Piotr B......ki, poznański neo-kamienicznik stosujący metody czyścicieli kamienic znane z ul. Stolarskiej i innych, który w sierpniu 2008 roku kupił dwa lokale na parterze naszego domu. Z tym, że jego zamiarem nie było zamieszkanie tylko na parterze. Postanowił sobie, że cały dom będzie jego i z psychopatycznym zacięciem realizuje swój scenariusz, który z powodzeniem i nieniepokojony przez organa ścigania stosuje od co najmniej drugiej połowy lat 90-ych.

O tym i sposobach, które stosuje w stosunku do nas od 2008 roku są wszystkie następne wpisy.