Następne nasze zwycięstwo w sądzie nad czyścicielem kamienic nękającym nas w naszej własności, Piotrem Kurdziskim. Po wyroku Sądu Apelacyjnego dającego nam prawo do poprowadzenia instalacji wodnej i gazowej wspólną klatką schodową (Posty 24 i 36) jest to drugie co do ważności i skali nasze zwycięstwo w sprawie cywilnej.
Sprawę cywilną o dokonanie przez Sąd rozstrzygnięcia co do wyłącznego użytkowania części wspólnych nieruchomości (piwnice, ogród, i strychy) nasza dwójka współwłaścicieli (my i Państwo K.) wniosła do sądu w listopadzie 2012 roku. Zostaliśmy do tego przymuszeni przez nękające działania Piotra Purdziaka, który nie respektował ustaleń ustnych dokonanych pomiędzy dotychczasowymi współwłaścicielami co do tego kto z jakich piwnic, części ogrodu, i strychów korzysta.
Do czasu wejścia czyściciela Purdzińskiego w nieruchomość we wrześniu 2008 (po tym jak kupił od byłej współwłaścicielki dwa lokale na parterze z lokatorami kwaterunkowymi) nasze użytkowanie części wspólnych odbywało się na zasadach, które wszyscy cywilizowani ludzie szanują i respektują, a mianowicie umówienia się i porozumienia ustnego co do tego kto z czego korzysta. Piotr Purdziski od samego początku negował te ustalenia i dokonywał ich naruszeń. Przyjmowało to rozliczne formy: włamania do piwnic poprzez przecinanie kłódek, wyłamywania zamków na strychy, dewastacji ogrodu w jego wszystkich częściach, kradzieży elementów dekoracyjnych z klatki schodowej, rozrzucania rzeczy magazynowanych na strychach, zrywania suszącego się prania, otwierania okien uchylnych na strychach przed burzą, oraz wiele, wiele innych opisanych w innych postach tego bloga. Na wszystkie prośby kierowane do niego by zaprzestał tych nękających aktów i zaczął respektować zasady określone przez dwóch pozostałych współwłaścicieli nieruchomości dysponujących przy tym większościowym udziałem bo aż 6/8 w częściach wspólnych, Piotr Kurdzinsky pozostawał głuchy. W obliczu tych faktów zostaliśmy zmuszeni przez niego do wystąpienia do Sądu. Nasza propozycja dotyczyła piwnic, ogrodów i strychu.
Po wielu rozprawach na których przesłuchano łącznie 6 świadków, w tym biegłego, który dokonał wizji lokalnej, Sąd Rejonowy we wrześniu 2015 wydał postanowienie, które tylko w 2/3 nas satysfakcjonowało. Otóż SR zgodził się z naszą propozycją mu przedstawioną co do użytkowania piwnic i określonych części ogrodu, natomiast nie zgodził się z moją propozycją by mniejszy strych prawy (nad moim mieszkaniem) dać tylko mi do użytkowania z wyłączeniem pozostałych współwłaścicieli, a strych lewy (większy) pozostawić jako część wspólną. Takie rozstrzygnięcie nas nie satysfakcjonowało, bo w dalszym ciągu stwarzało niebezpieczeństwo, że czyściciel Purdziak będzie nas nękał na różne sposoby od góry. Widzieliśmy takie scenariusze zachowań czyściciela Purdzinskego: rozlewanie wody na strychu i zalewanie mojego mieszkania, pozostawianie otwartych okien w tym samym celu, dewastacja instalacji wodnej, kanalizacyjnej i gazowej, która przez ten strych do mojego mieszkania przebiega, dewastacja podłogi strychu z powodu wyimaginowanego remontu stropu i 'wpadnięcie' do mojego mieszkania przez sufit - a wszystko to podczas naszych krótszych czy dłuższych wyjazdów, co Piotr Purdziek już wielokrotnie czynił (to podczas naszej nieobecności w domu wyciął i dwa razy wodę, zniszczył termoizolację mojego mieszkania na poddaszu, zostawiał otwarte okna na strychu itp.). Te argumenty, oraz kilka innych, zostały przez nas zawarte w apelacji, którą złożyliśmy od wyroku SR do Sądu Apelacyjnego. Piotr Buras też oczywiście apelację złożył domagając się nie określania kto z czego może z wyłączeniem innych współwłaścicieli korzystać.
W dniu dzisiejszym tj. 28 czerwca 2016 r. Sąd Apelacyjny oddalił apelację Piotra Burego w całości, zgodził się natomiast z argumentami w naszej apelacji i przyznał nam prawy strych do wyłącznego użytkowania. Czyniąc tak SA wykazał się daleko idącym zrozumieniem całego kontekstu naszej siedmioletniej gehenny, którą przechodzimy z powodu Piotra Burdzeka i dał temu dobitny wyraz w uzasadnieniu swego wyroku. Uzasadnienie to jest dla Piotra Burasa druzgocące! I pomimo tego, że Pjotr Burdzielewicz wystąpi do Sądu Najwyższego z wnioskiem kasacyjnym jestem pewien, że SN wniosek ten jako nieuzasadniony i niemerytoryczny oddali.
Jest to czwarta sprawa z Burdziejem, która zakończyła się prawomocnym wyrokiem korzystnym dla nas, a dla niego przegraną. Zostały jeszcze trzy.
Do czasu wejścia czyściciela Purdzińskiego w nieruchomość we wrześniu 2008 (po tym jak kupił od byłej współwłaścicielki dwa lokale na parterze z lokatorami kwaterunkowymi) nasze użytkowanie części wspólnych odbywało się na zasadach, które wszyscy cywilizowani ludzie szanują i respektują, a mianowicie umówienia się i porozumienia ustnego co do tego kto z czego korzysta. Piotr Purdziski od samego początku negował te ustalenia i dokonywał ich naruszeń. Przyjmowało to rozliczne formy: włamania do piwnic poprzez przecinanie kłódek, wyłamywania zamków na strychy, dewastacji ogrodu w jego wszystkich częściach, kradzieży elementów dekoracyjnych z klatki schodowej, rozrzucania rzeczy magazynowanych na strychach, zrywania suszącego się prania, otwierania okien uchylnych na strychach przed burzą, oraz wiele, wiele innych opisanych w innych postach tego bloga. Na wszystkie prośby kierowane do niego by zaprzestał tych nękających aktów i zaczął respektować zasady określone przez dwóch pozostałych współwłaścicieli nieruchomości dysponujących przy tym większościowym udziałem bo aż 6/8 w częściach wspólnych, Piotr Kurdzinsky pozostawał głuchy. W obliczu tych faktów zostaliśmy zmuszeni przez niego do wystąpienia do Sądu. Nasza propozycja dotyczyła piwnic, ogrodów i strychu.
Po wielu rozprawach na których przesłuchano łącznie 6 świadków, w tym biegłego, który dokonał wizji lokalnej, Sąd Rejonowy we wrześniu 2015 wydał postanowienie, które tylko w 2/3 nas satysfakcjonowało. Otóż SR zgodził się z naszą propozycją mu przedstawioną co do użytkowania piwnic i określonych części ogrodu, natomiast nie zgodził się z moją propozycją by mniejszy strych prawy (nad moim mieszkaniem) dać tylko mi do użytkowania z wyłączeniem pozostałych współwłaścicieli, a strych lewy (większy) pozostawić jako część wspólną. Takie rozstrzygnięcie nas nie satysfakcjonowało, bo w dalszym ciągu stwarzało niebezpieczeństwo, że czyściciel Purdziak będzie nas nękał na różne sposoby od góry. Widzieliśmy takie scenariusze zachowań czyściciela Purdzinskego: rozlewanie wody na strychu i zalewanie mojego mieszkania, pozostawianie otwartych okien w tym samym celu, dewastacja instalacji wodnej, kanalizacyjnej i gazowej, która przez ten strych do mojego mieszkania przebiega, dewastacja podłogi strychu z powodu wyimaginowanego remontu stropu i 'wpadnięcie' do mojego mieszkania przez sufit - a wszystko to podczas naszych krótszych czy dłuższych wyjazdów, co Piotr Purdziek już wielokrotnie czynił (to podczas naszej nieobecności w domu wyciął i dwa razy wodę, zniszczył termoizolację mojego mieszkania na poddaszu, zostawiał otwarte okna na strychu itp.). Te argumenty, oraz kilka innych, zostały przez nas zawarte w apelacji, którą złożyliśmy od wyroku SR do Sądu Apelacyjnego. Piotr Buras też oczywiście apelację złożył domagając się nie określania kto z czego może z wyłączeniem innych współwłaścicieli korzystać.
W dniu dzisiejszym tj. 28 czerwca 2016 r. Sąd Apelacyjny oddalił apelację Piotra Burego w całości, zgodził się natomiast z argumentami w naszej apelacji i przyznał nam prawy strych do wyłącznego użytkowania. Czyniąc tak SA wykazał się daleko idącym zrozumieniem całego kontekstu naszej siedmioletniej gehenny, którą przechodzimy z powodu Piotra Burdzeka i dał temu dobitny wyraz w uzasadnieniu swego wyroku. Uzasadnienie to jest dla Piotra Burasa druzgocące! I pomimo tego, że Pjotr Burdzielewicz wystąpi do Sądu Najwyższego z wnioskiem kasacyjnym jestem pewien, że SN wniosek ten jako nieuzasadniony i niemerytoryczny oddali.
Jest to czwarta sprawa z Burdziejem, która zakończyła się prawomocnym wyrokiem korzystnym dla nas, a dla niego przegraną. Zostały jeszcze trzy.