Numer 4/2016 ulicznej gazety anarchistycznej na stronie 3 w artykule Piotra Ciszewskiego porusza znany temat bandyckiej tzw., 'reprywatyzacji' gruntów i nieruchomości komunalnych przez magistrat warszawski we współpracy z kryminalistami z mafii neo-kamienicznikarskiej, przy prawnej pomocy skundlonych adwokatów, oraz przy czynnej pomocy szubrawców z magistratu warszawskiego i kryjących ich tzw., 'polityków'. Artykuł dostępny tu:
Blog poświęcony jest hańbiącej Polskę praktyce 'czyszczenia kamienic' przez środowiska neo-kamieniczników i skutkach tej patologii dla idei państwa obywatelskiego. Powstał on w rezultacie naszych własnych doświadczeń z czyścicielem kamienic z Poznania.
Szukaj na tym blogu
niedziela, 4 grudnia 2016
sobota, 19 listopada 2016
Bandycka re-prywatyzacja w Warszawie
Od paru miesięcy pełno doniesień w prasie o tym, że prokuratura bierze się za wyjaśnienie i sprawdzenie afer reprywatyzacyjnych w Warszawie. Pisze między innymi o tym Newsweek w linku poniżej:
Ciekaw jestem czy fala tych śledztw dotrze również do Poznania, gdzie na mniejszą skalę i w innych trochę okolicznościach ale również przez ostatnie 20 lat dochodziło i w dalszym ciągu dochodzi do beztroskiego oddawania mienia komunalnego w postaci kamienic, domów i mieszkań w ręce neo-kamieniczników i szemranych inwestorów bądź cudownie odnalezionych spadkobierców.
Morderstwo Jolanty Brzeskiej ponownie do prokuratury.
Głośna sprawa morderstwa Jolanty Brzeskiej w Warszawie zostanie ponownie po pięciu latach wszczęta. Tak zapowiedział Prokurator Generalny i Minister Sprawiedliwości w jednej osobie Z. Ziobro. Dla każdego człowieka znającego kontekst sprawy tj., działalność Jolanty Brzeskiej na rzecz ruchu lokatorskiego, którą to działalnością przeciwstawiała się przestępczym kręgom deweloperów-kamieniczników-adwokatów i powiązanym z nimi nikczemnikami z magistratu warszawskiego, mordercy Brzeskiej byli znani. Ale nie było to oczywiście oczywiste dla prokuratora Przemysława Nowaka, który stwierdził swego czasu: "Nie ma
żadnego dowodu wobec osób, z którymi pani Brzeska była skonfliktowana,
nawet w tym zakresie nie ma motywu, ponieważ nie można utożsamiać
pewnego konfliktu sądowego z motywem zabójstwa". Tak samo uzasadniał pewien prokurator z Poznania umorzenie postępowania w sprawie celowego rozszczelnienia instalacji gazowej w naszym domu przez czyściciela kamienic z Poznania w 2009 r.
Mam tylko nadzieję, niezależnie od tego jak oceniam PiS i to czy Ziobry zmiany w sprawiedliwości są dobre czy złe, że Ziobrze uda się wytropić prawdziwych zleceniodawców tego obrzydliwego morderstwa i posadzić ich na dożywocie za kratki.
Uaktualnienie 2 lipca 2024
Ziobro oczywiście kłamał jak najęty gdy obiecywał rozwikłanie sprawy morderstwa Brzeskiej przez warszawską mafię czyścicielsko-kamienicznikarsko-developerską.
Nowy rząd oczywiście się tym nie zajmie bo tak na dobrą sprawę to mafia, która zamordowała Brzeską realizuje, acz w sposób zwyrodnieniowy, gospodarczo-społeczną filozofię neo-liberałów.
Jedynym rozwiązaniem tej sprawy jest obywatelskie osądzenie i wymierzenie sprawiedliwości przez ludowego mściciela na wszystkim znanym zleceniodawcach morderstwa.
wtorek, 28 czerwca 2016
38. Proces o 'quad ad usum' - następna przegrana Piotra B.
Następne nasze zwycięstwo w sądzie nad czyścicielem kamienic nękającym nas w naszej własności, Piotrem Kurdziskim. Po wyroku Sądu Apelacyjnego dającego nam prawo do poprowadzenia instalacji wodnej i gazowej wspólną klatką schodową (Posty 24 i 36) jest to drugie co do ważności i skali nasze zwycięstwo w sprawie cywilnej.
Sprawę cywilną o dokonanie przez Sąd rozstrzygnięcia co do wyłącznego użytkowania części wspólnych nieruchomości (piwnice, ogród, i strychy) nasza dwójka współwłaścicieli (my i Państwo K.) wniosła do sądu w listopadzie 2012 roku. Zostaliśmy do tego przymuszeni przez nękające działania Piotra Purdziaka, który nie respektował ustaleń ustnych dokonanych pomiędzy dotychczasowymi współwłaścicielami co do tego kto z jakich piwnic, części ogrodu, i strychów korzysta.
Do czasu wejścia czyściciela Purdzińskiego w nieruchomość we wrześniu 2008 (po tym jak kupił od byłej współwłaścicielki dwa lokale na parterze z lokatorami kwaterunkowymi) nasze użytkowanie części wspólnych odbywało się na zasadach, które wszyscy cywilizowani ludzie szanują i respektują, a mianowicie umówienia się i porozumienia ustnego co do tego kto z czego korzysta. Piotr Purdziski od samego początku negował te ustalenia i dokonywał ich naruszeń. Przyjmowało to rozliczne formy: włamania do piwnic poprzez przecinanie kłódek, wyłamywania zamków na strychy, dewastacji ogrodu w jego wszystkich częściach, kradzieży elementów dekoracyjnych z klatki schodowej, rozrzucania rzeczy magazynowanych na strychach, zrywania suszącego się prania, otwierania okien uchylnych na strychach przed burzą, oraz wiele, wiele innych opisanych w innych postach tego bloga. Na wszystkie prośby kierowane do niego by zaprzestał tych nękających aktów i zaczął respektować zasady określone przez dwóch pozostałych współwłaścicieli nieruchomości dysponujących przy tym większościowym udziałem bo aż 6/8 w częściach wspólnych, Piotr Kurdzinsky pozostawał głuchy. W obliczu tych faktów zostaliśmy zmuszeni przez niego do wystąpienia do Sądu. Nasza propozycja dotyczyła piwnic, ogrodów i strychu.
Po wielu rozprawach na których przesłuchano łącznie 6 świadków, w tym biegłego, który dokonał wizji lokalnej, Sąd Rejonowy we wrześniu 2015 wydał postanowienie, które tylko w 2/3 nas satysfakcjonowało. Otóż SR zgodził się z naszą propozycją mu przedstawioną co do użytkowania piwnic i określonych części ogrodu, natomiast nie zgodził się z moją propozycją by mniejszy strych prawy (nad moim mieszkaniem) dać tylko mi do użytkowania z wyłączeniem pozostałych współwłaścicieli, a strych lewy (większy) pozostawić jako część wspólną. Takie rozstrzygnięcie nas nie satysfakcjonowało, bo w dalszym ciągu stwarzało niebezpieczeństwo, że czyściciel Purdziak będzie nas nękał na różne sposoby od góry. Widzieliśmy takie scenariusze zachowań czyściciela Purdzinskego: rozlewanie wody na strychu i zalewanie mojego mieszkania, pozostawianie otwartych okien w tym samym celu, dewastacja instalacji wodnej, kanalizacyjnej i gazowej, która przez ten strych do mojego mieszkania przebiega, dewastacja podłogi strychu z powodu wyimaginowanego remontu stropu i 'wpadnięcie' do mojego mieszkania przez sufit - a wszystko to podczas naszych krótszych czy dłuższych wyjazdów, co Piotr Purdziek już wielokrotnie czynił (to podczas naszej nieobecności w domu wyciął i dwa razy wodę, zniszczył termoizolację mojego mieszkania na poddaszu, zostawiał otwarte okna na strychu itp.). Te argumenty, oraz kilka innych, zostały przez nas zawarte w apelacji, którą złożyliśmy od wyroku SR do Sądu Apelacyjnego. Piotr Buras też oczywiście apelację złożył domagając się nie określania kto z czego może z wyłączeniem innych współwłaścicieli korzystać.
W dniu dzisiejszym tj. 28 czerwca 2016 r. Sąd Apelacyjny oddalił apelację Piotra Burego w całości, zgodził się natomiast z argumentami w naszej apelacji i przyznał nam prawy strych do wyłącznego użytkowania. Czyniąc tak SA wykazał się daleko idącym zrozumieniem całego kontekstu naszej siedmioletniej gehenny, którą przechodzimy z powodu Piotra Burdzeka i dał temu dobitny wyraz w uzasadnieniu swego wyroku. Uzasadnienie to jest dla Piotra Burasa druzgocące! I pomimo tego, że Pjotr Burdzielewicz wystąpi do Sądu Najwyższego z wnioskiem kasacyjnym jestem pewien, że SN wniosek ten jako nieuzasadniony i niemerytoryczny oddali.
Jest to czwarta sprawa z Burdziejem, która zakończyła się prawomocnym wyrokiem korzystnym dla nas, a dla niego przegraną. Zostały jeszcze trzy.
Do czasu wejścia czyściciela Purdzińskiego w nieruchomość we wrześniu 2008 (po tym jak kupił od byłej współwłaścicielki dwa lokale na parterze z lokatorami kwaterunkowymi) nasze użytkowanie części wspólnych odbywało się na zasadach, które wszyscy cywilizowani ludzie szanują i respektują, a mianowicie umówienia się i porozumienia ustnego co do tego kto z czego korzysta. Piotr Purdziski od samego początku negował te ustalenia i dokonywał ich naruszeń. Przyjmowało to rozliczne formy: włamania do piwnic poprzez przecinanie kłódek, wyłamywania zamków na strychy, dewastacji ogrodu w jego wszystkich częściach, kradzieży elementów dekoracyjnych z klatki schodowej, rozrzucania rzeczy magazynowanych na strychach, zrywania suszącego się prania, otwierania okien uchylnych na strychach przed burzą, oraz wiele, wiele innych opisanych w innych postach tego bloga. Na wszystkie prośby kierowane do niego by zaprzestał tych nękających aktów i zaczął respektować zasady określone przez dwóch pozostałych współwłaścicieli nieruchomości dysponujących przy tym większościowym udziałem bo aż 6/8 w częściach wspólnych, Piotr Kurdzinsky pozostawał głuchy. W obliczu tych faktów zostaliśmy zmuszeni przez niego do wystąpienia do Sądu. Nasza propozycja dotyczyła piwnic, ogrodów i strychu.
Po wielu rozprawach na których przesłuchano łącznie 6 świadków, w tym biegłego, który dokonał wizji lokalnej, Sąd Rejonowy we wrześniu 2015 wydał postanowienie, które tylko w 2/3 nas satysfakcjonowało. Otóż SR zgodził się z naszą propozycją mu przedstawioną co do użytkowania piwnic i określonych części ogrodu, natomiast nie zgodził się z moją propozycją by mniejszy strych prawy (nad moim mieszkaniem) dać tylko mi do użytkowania z wyłączeniem pozostałych współwłaścicieli, a strych lewy (większy) pozostawić jako część wspólną. Takie rozstrzygnięcie nas nie satysfakcjonowało, bo w dalszym ciągu stwarzało niebezpieczeństwo, że czyściciel Purdziak będzie nas nękał na różne sposoby od góry. Widzieliśmy takie scenariusze zachowań czyściciela Purdzinskego: rozlewanie wody na strychu i zalewanie mojego mieszkania, pozostawianie otwartych okien w tym samym celu, dewastacja instalacji wodnej, kanalizacyjnej i gazowej, która przez ten strych do mojego mieszkania przebiega, dewastacja podłogi strychu z powodu wyimaginowanego remontu stropu i 'wpadnięcie' do mojego mieszkania przez sufit - a wszystko to podczas naszych krótszych czy dłuższych wyjazdów, co Piotr Purdziek już wielokrotnie czynił (to podczas naszej nieobecności w domu wyciął i dwa razy wodę, zniszczył termoizolację mojego mieszkania na poddaszu, zostawiał otwarte okna na strychu itp.). Te argumenty, oraz kilka innych, zostały przez nas zawarte w apelacji, którą złożyliśmy od wyroku SR do Sądu Apelacyjnego. Piotr Buras też oczywiście apelację złożył domagając się nie określania kto z czego może z wyłączeniem innych współwłaścicieli korzystać.
W dniu dzisiejszym tj. 28 czerwca 2016 r. Sąd Apelacyjny oddalił apelację Piotra Burego w całości, zgodził się natomiast z argumentami w naszej apelacji i przyznał nam prawy strych do wyłącznego użytkowania. Czyniąc tak SA wykazał się daleko idącym zrozumieniem całego kontekstu naszej siedmioletniej gehenny, którą przechodzimy z powodu Piotra Burdzeka i dał temu dobitny wyraz w uzasadnieniu swego wyroku. Uzasadnienie to jest dla Piotra Burasa druzgocące! I pomimo tego, że Pjotr Burdzielewicz wystąpi do Sądu Najwyższego z wnioskiem kasacyjnym jestem pewien, że SN wniosek ten jako nieuzasadniony i niemerytoryczny oddali.
Jest to czwarta sprawa z Burdziejem, która zakończyła się prawomocnym wyrokiem korzystnym dla nas, a dla niego przegraną. Zostały jeszcze trzy.
piątek, 11 marca 2016
36. Piotr Burdecki przegrał apelację w sprawie 'woda-gaz'
Dzisiaj Sąd Okręgowy w Poznaniu po rozpatrzeniu apelacji Piotra Burełkiewicza od postanowienia Sądu Rejonowego (1-ej instancji) z lutego 2015 roku w sprawie o wydanie zgody za Burełkiewicza na poprowadzenie wody i gazu od przyłączy do naszych mieszkań tak jak tego chcieliśmy, a na co Piotr Burłacki, czyściciel kamienic, który nęka nas w naszej własności od 14 stycznia 2009 roku, nie chciał się zgodzić, odrzucił apelację Burłackiego Piotra w całości i podtrzymał decyzję Sądu 1-ej instancji również w zakresie kosztów które ponieśliśmy w związku z procesem. Tym samym PB będzie musiał zwrócić nam koszty powołania biegłego (coś około 3,5 tysiąca), koszty adwokackie, i wszystkie inne. Sprawa trwała 3 lata i 4 miesiące - byłoby krócej gdyby nie celowe i z premedytacją podejmowane kroki Burłackiego zmierzające do przedłużania procesu. To jedyne na co Burdeckiego stać.
I choć teraz Burdecki wystąpi z kasacją do Sądu Najwyższego to ten wniosek kasacyjny czyściciela Burdeckiego oddali i tym samym sprawa będzie zakończona.
I choć teraz Burdecki wystąpi z kasacją do Sądu Najwyższego to ten wniosek kasacyjny czyściciela Burdeckiego oddali i tym samym sprawa będzie zakończona.
Jest to nasze następne, tym razem ciut większe, zwycięstwo w walce, którą od 2009 roku toczymy z aroganckim, bezwzględnym, chciwym, przeświadczonym o swojej bezkarności, czyścicielem kamienic i neo-kamienicznikiem poznańskim Piotrem Burdemskim.
środa, 16 grudnia 2015
34. Wygrałem w sądzie apelacyjnym sprawę z powództwa P. Bu......ego, którą szerzej opisuję w poście 18.
Właśnie dzisiaj Sąd Apelacyjny wydał postanowienie w sprawie mojej apelacji od orzeczenia sądu pierwszej instancji z kwietnia 2015 roku, którym to orzeczeniem sąd pierwszej instancji uznał mnie za winnego i nakazał przeproszenie Badziewiaka za to, że GW umieściła w notatce informację, że ja powiedziałem, że Badziewiakowski zdewastował 14 stycznia 2009 roku instalację gazową w domu na Litewskiej 12 (co jak wszyscy wiedzą jest prawdą). Rzeczony artykuł zamieszczam poniżej dla przypomnienia:
W orzeczeniu tym sąd pierwszej instancji nakazał mi bym w GW przeprosił nękającego nas czyściciela kamienic P. Bardziekuja za to, że imputowałem, że to on zdewastował w naszym domu instalację gazową. Sąd pierwszej instancji nakazał mi umieszczenie przeprosin mniej więcej o takiej treści precyzując krój, rozmiar i typ czcionki, wymiary ogłoszenia, itp:
![]() |
| To za ten artykuł z GW z 23 sierpnia 2012 sąd rejonowy nakazał mi przeprosiny Budziewiaka |
W orzeczeniu tym sąd pierwszej instancji nakazał mi bym w GW przeprosił nękającego nas czyściciela kamienic P. Bardziekuja za to, że imputowałem, że to on zdewastował w naszym domu instalację gazową. Sąd pierwszej instancji nakazał mi umieszczenie przeprosin mniej więcej o takiej treści precyzując krój, rozmiar i typ czcionki, wymiary ogłoszenia, itp:
"Ja Jacek Rysiewicz przepraszam P. Budziekusa za to, że w artykule GW wypowiedziałem słowa sugerujące, że to P. Budziej dokonał dewastacji instalacji gazowej w należącym do niego garażu w domu, w ktorym zamieszkuję. Wypowiadając te słowa nie dysponowałem wystarczającymi dowodami na ich poparcie."
W dzisiejszym orzeczeniu Sąd Apelacyjny oddalił powództwo P. Badziewiaka i zasądził na moją rzecz wszystkie koszty (sądowe + adwokackie). Tym samym orzeczenie sądu jest prawomocne. Poza wymienionymi kosztami P. Burdek będzie musiał jeszcze zapłacić koszty mediacji z okresu sprzed rozprawy w sądzie 1-ej instancji, które to postępowanie mediacyjne Budziek zerwał gdy zorientował się, że prowadząca je P. Mecenas całkiem zgrabnie zmierza do zażegnania zarzewia konfliktu, czyli naprawienia instalacji gazowej w naszym domu. Do tego oczywiście czyściciel P. Budziekowicz za żadną cenę nie mógł dopuścić.
Jest to nasze drugie małe zwycięstwo nad socjopatą P. Badziewiakiem. Małymi kroczkami za kratki.
Jest to nasze drugie małe zwycięstwo nad socjopatą P. Badziewiakiem. Małymi kroczkami za kratki.
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Wielokulturowy Sołacz - wystawa zdjęć na dziedzińcu UM
Wystawa o splatających się kulturowych wątkach na Sołaczu, pierwszej willowej dzielnicy Poznania, od 1 listopada do 15 grudnia 2015 roku na dziedzińcu Urzędu Miejskiego. Wystawa autorstwa Grażyny Banaszkiewicz i Anny Wachowskiej-Kucharskiej przypomina historię założenia i jego późniejsze losy nieodłącznie związane z inteligencją, artystami i pracownikami nauki. Poniżej kilka zdjęć z w/w wystawy.
| Jedna z plansz wystawy - dwa górne zdjęcia nasz, czyszczony przez Piotra B........go, dom. |
| Plansze ze zdjęciami z Sołacza |
| Na jednej z plansz nasz dom - po prawej na parterze widać usunięte przez Piotra B....go okna w ramach jego działań nękania nas w naszej własności. |
| Inna plansza również z naszym domem - oczodół okienny na parterze. Stan od października 2012 do dziś. |
| Widok z wieżowca przy Dąbrowskiego. Nasz dom na lewo od tego 'co się świeci'. |
Od 'przełomu' w 1989 roku charakter i genius loci dzielnicy ulega zatraceniu. Domy budowane jako mieszkalne są przejmowane i wykupywane przez firmy, kancelarie, i spółki które zamieniają je na biura. Nie ominął również Sołacza rak jakim są czyściciele kamienic, którzy za wszelką cenę chcą przejąć podzielone na mieszkania wille czy domy wielorodzinne. Indywidualni czyściciele czy też działający w zespołach czy bandyckich szajkach stosują w stosunku do zamieszkujących te domy współwłaścicieli takie same metody jakie wypracowali wcześniej w czyszczonych kamienicach czynszowych, które przejęli od miasta lub odkupili od byłych właścicieli. Właśnie tak dzieje się między innymi w domu, którego jesteśmy współwłaścicielami. Piotr B.....ski, neo-kamienicznik i agresywny czyściciel kamienic od 2008 roku nęka nas, współwłaścicieli przy użyciu metod znanych z Piaskowej, Niegolewskich, Stolarskiej czy z wielu innych ulic w Poznaniu. Po kupnie parteru domu zapowiedział dwu pozostałym współwłaścicielom, że chce cały dom dla siebie i że on 'zrobi z niego cacko', i czy nie chcemy się wyprowadzić. Ani słowa o kupnie naszych mieszkań i udziałów w częściach wspólnych, tylko ogólnikowe stwierdzenia, że on 'nam pomoże się wyprowadzić do jakiegoś mieszkania w którejś ze swoich 20-stu kamienic, które ma na Jezycach, czy Grunwaldzie'. Ta propozycja nie do odrzucenia została wzmocniona groźbą następującej treści: "Jeżeli się nie wyprowadzicie to będę wam uprzykrzał życie w tym domu na wszelkie możliwe sposoby" wypowiedzianą do nas w naszym własnym mieszkaniu i do drugich współwłaścicieli również w ich własnym mieszkaniu we wrześniu 2008 roku.
W styczniu 2009 roku Piotr B.....ski uderzył po raz pierwszy. W swoim garażu, przez który przechodził pion instalacji gazowej zdewastował tenże rozszczelniając go, i powiadamiając pogotowie gazowe o ulatnianiu się gazu. Pracownicy pogotowia gazowego byli umówieni i podpłaceni i nie mieli zauważyć oczywistych śladów siłowej ingerencji w instalację, szybko się pojawić, wykonać swoje i zniknąć. I tak też się stało. Prokuratura, której zgłosiliśmy sprawę umorzyła ją raz, potem drugi raz i następnie trzeci raz pomimo niezaprzeczalnych faktów wskazujących w sposób bezpośredni na Burdzikiewicza jako sprawcę a przynajmniej modus operandi tej dewastacji. Od stycznia 2009 w domu nie ma gazu.
Potem Burdzikiewicz wycinał nam dwa razy pion wodny pozbawiając nas wody. Łącznie nie miałem wody w swoim własnym mieszkaniu przez 24 miesiące: pranie robiliśmy u znajomych, kąpiele u sąsiadów, a wodę na potrzeby codziennego użycia nosiłem wiadrami z piwnicy na pierwsze piętro - co dziennie po 100 litrów.
Potem Burdziak zaczął dewastować nam ogród, włamywać się do garaży, niszczyć substancję wspólną domu, dokonywać kradzieży, zniszczeń, ataków agresji w stosunku do mnie i do żony, rozlewać cuchnącą substancję na klatce schodowej, i wiele wiele innych. Sprawy zgłaszane prokuraturze były umarzane lub wręcz w ogóle nie podejmowane. Trudno oprzeć się wrażeniu, że PB cieszył się swego rodzaju nietykalnością w Poznaniu.
W styczniu 2009 roku Piotr B.....ski uderzył po raz pierwszy. W swoim garażu, przez który przechodził pion instalacji gazowej zdewastował tenże rozszczelniając go, i powiadamiając pogotowie gazowe o ulatnianiu się gazu. Pracownicy pogotowia gazowego byli umówieni i podpłaceni i nie mieli zauważyć oczywistych śladów siłowej ingerencji w instalację, szybko się pojawić, wykonać swoje i zniknąć. I tak też się stało. Prokuratura, której zgłosiliśmy sprawę umorzyła ją raz, potem drugi raz i następnie trzeci raz pomimo niezaprzeczalnych faktów wskazujących w sposób bezpośredni na Burdzikiewicza jako sprawcę a przynajmniej modus operandi tej dewastacji. Od stycznia 2009 w domu nie ma gazu.
Potem Burdzikiewicz wycinał nam dwa razy pion wodny pozbawiając nas wody. Łącznie nie miałem wody w swoim własnym mieszkaniu przez 24 miesiące: pranie robiliśmy u znajomych, kąpiele u sąsiadów, a wodę na potrzeby codziennego użycia nosiłem wiadrami z piwnicy na pierwsze piętro - co dziennie po 100 litrów.
Potem Burdziak zaczął dewastować nam ogród, włamywać się do garaży, niszczyć substancję wspólną domu, dokonywać kradzieży, zniszczeń, ataków agresji w stosunku do mnie i do żony, rozlewać cuchnącą substancję na klatce schodowej, i wiele wiele innych. Sprawy zgłaszane prokuraturze były umarzane lub wręcz w ogóle nie podejmowane. Trudno oprzeć się wrażeniu, że PB cieszył się swego rodzaju nietykalnością w Poznaniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
