Pierwsze postępowanie w sprawie dewastacji instalacji gazowej w garażu Pietrusa Burasa zostało przez Prokuraturę bardzo szybko umorzone. Prokuratura nie przeprowadziła ŻADNYCH czynności dochodzeniowych w sprawie. W szczególności nie przesłuchała nikogo z mieszkańców obecnych w domu podczas dewastacji, nie zabezpieczyła żadnych śladów w garażu Burasssssa a mimo to stwierdziła, że "instalacja sama się rozszczelniła ze starości i normalnej wieloletniej eksploatacji". Do takiego wniosku śledczy doszli po przesłuchaniu samego Piotrusia Burusia i dyspozytora pogotowia gazowego, który przyjął zgłoszenie od Janzcaka po tym jak ten na polecenie Burusia albo sam albo przy zaangażowaniu swojego człowieka zdewastował instalację w garażu Buressi.
Na tak oczywistą manipulację złożyliśmy zażalenie na tę decyzję, którą prokuratura
odrzuciła i odesłała do decyzji sądu rejonowego na Kamieniogórskiej. Sąd
w decyzji z 4 listopada 2009 roku uchylił zaskarżone przez nas
umorzenie i nakazał prokuraturze kontynuować postępowanie
przygotowawcze. A co ważniejsze nakazał prokuraturze wykonanie szeregu
czynności, które ta pominęła w postępowaniu 1-szym pomimo naszych,
mieszkańców bezpośrednio dotkniętych 'awarią', jednoznacznych opisów
motywów Piotra Bińskiego. Jednocześnie Sąd zauważył co następuje:
W odniesieniu natomiast do roli Tadeusza Jutzaka, rzekomego najemcy garażu od Piotra B., Sąd stwierdził co następuje:
"Oskarżyciel publiczny powinien dokonać nadto pogłębionej analizy zeznań Tadeusza J[ajpaka], w szczególności zaś wyjasnić przyczyny dla których rozpoczął inwestowanie w garaż, którego jeszcze faktycznie nie wynajął od Piotra Burbeckiego orza rozważyć korzyść jaką ww. osoba miała w złożeniu zeznań określonej treści."
Natomiast co do naszego zarzutu, że prokuratura nie dołożyła wystarczających starań by uwzględnić okoliczności 'awarii' zgłaszane przez 11 mieszkańców domu Sąd stwierdził: "Przede wszystkim jednak w toku postępowania przygotowawczego należy dokonać oględzin miejsca , w którym miało dojść do uszkodzenia instalacji gazowej oraz przeprowadzić dowód z opinii biegłego na okoliczność tego, czy instalacja ta jest faktycznie uszkodzona, a jeśli tak, to jakie są przyczyny tego uszkodzenia, w szczególności zaś, czy mogło do niego dojść w okolicznościach opisywanych przez skarżących. Za niewystarczające w tym zakresie uznać bowiem należy przesłuchanie w charakterze świadka pracownika Pogotowia Gazowego przybyłego na miejsce (ZM) oraz jego przełożonego (J.... P.....), którego wiedza na temat zdarzenia wynikała wyłącznie z dokumentów."
A więc sprawa została z powrotem odesłana do prokuratury celem kontynuowania i uzupełnienia. Prokuratura tym razem przesłuchała mnie, drugich współwłaścicieli i trzech lokatorów, zarządziła biegłego d/s pożarnictwa, a na mój wniosek dowodowy biegłego d/s mechanoskopii celem analizy miejsca rozszczelnienia pod kątem stwierdzenia czy kurek 'sam się odkręcił, czy przy pomocy osoby trzeciej'. Prokuratura 'odmorzyła' sprawę w styczniu 2010 roku a po wykonaniu czynności jak wyżej umorzyła ją ponownie 20 maja 2010 roku:
W uzasadnieniu swojej decyzji o umorzeniu prokuratorzy Prok Rej na stronie 4 dokumentu piszą jak następuje:
%2B-%2Bfragment%2Bstr%2B4%2B-%2Ba.jpg) |
| Fragment strony 4 umorzenia |
Wnioski prokuratorów są zadziwiające. Prokuratorzy ci mówią nic innego jak to: "Tak, zgadza się Buński nęka współwłaścicieli i chce ich wykurzyć. Również jest prawdą to, że, wbrew temu co twierdziliśmy w pierwszym postępowaniu, kurek na instalacji sam się nie odkręcił i że zrobił to ktoś trzeci w okolicznościach opisanych przez mieszkańców. Ale podczas tego rozszczelniania instalacji i przez następne prawie 1,5 godziny nie ulotniło się z instalacji aż tyle gazu by od razu spowodować wybuch. Nie było żadnego realnego zagrożenia wybuchem gazu. Po prostu troszkę gazu się z rury ulotniło po tym jak ktoś trzeci specjalnie uszkodził tę rurę, ale nie aż tyle żeby od razu doprowadzić do wybuchu. Bez przesady!"
+-+fragment+str+5.jpg) |
| Fragment str. 5 drugiego umorzenia |
Po kilku następnych akapitach, w których prokuratura wchodzi w prawniczy żargon terminologiczny i zajmuje się nie istotnymi dla sprawy zagadnieniami takimi jak: czym jest gaz, czym wybuch, i czym jest skala wielkiego zagrożenia, dochodzi do ostatecznego wniosku:
"zdarzenie z 14 stycznia 2009 r. w postaci rozszczelnienia instalacji gazowej nie stworzyło bezpośredniego niebezpieczeństwa wybuchu zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób."
Ponieważ prokuratura podpiera się w tym twierdzeniu treścią "opinii z zakresu pożarnictwa, gdzie biegły wprost wyraził, że zdarzenie nie zagrażało wybuchem" (pisownia oryginalna), przeanalizujmy powyższą opinię i zobaczmy co Pan biegły w niej napisał.
Ekspertyza Ppoż
15 stycznia 2009 roku
Biegłemu z zakresu pożarnictwa, który przybył na Litewską, prokuratura postawiła następujące pytania:
1. czy instalacja gazowa znajdująca się w garażu domu przy ul. Litewskiej w Poznaniu jest uszkodzona?
2. jeśli tak, jakie są przyczyny tego uszkodzenia?
3. czy do uszkodzenia instalacji gazowej mogło dojść w okolicznościach opisywanych przez skarżących?
4. czy istnieje zagrożenie wybuchu gazu?
W części II opinii zatytułowanej: 'Opis czynności oględzinowych' w punkcie 2 na stronach 6 i 7 Pan Biegły opisując garaż zauważa między innymi: "... Rura pomalowana jest na kolor biały. Naruszona powierzchnia farby na korku wskazuje, że był on wykręcany i wkręcany. W garażu znajduje się również odcinek instalacji cieplika biegnący pod sufitem oraz otwory rewizyjne wyczystek kominów wentylacyjnych." Ważne jest w tym opisie garażu to, że biegły zauważył i stwierdził jednoznacznie, że korek rury był odkręcany i, że widać to między innymi po naruszonej powłoce farby na kurku.
 |
| Fragment 1 opinii biegłego ppoż |
W części III opinii zatytułowanej: "Analiza akt w odniesieniu do zgromadzonego materiału dowodowego w zakresie pytań postawionych przez organ" na stronie 23 biegły w odniesieniu do interwencji pogotowia gazowego z dnia 'awarii' tj., 14 stycznia 2009 r. stwierdza (na zdjęciu podkreślenie czerwone) : "Podczas interwencji nie określono ilości lub intensywności ulatniającego się gazu. ILOŚĆ GAZU, KTÓRA ZOSTAŁA UWOLNIONA DO ATMOSFERY POMIESZCZENIA NIE ZOSTAŁA OKREŚLONA I NIE JEST MOŻLIWE DOKONANIE NAWET OBLICZEŃ HIPOTETYCZNYCH." Jeżeli nie było wiadomo ile gazu wydobyło się z rozszczelnienia i jeżeli nie jest możliwe nawet szacunkowe ustalenie tej ilości to na jakiej podstawie biegły we wnioskach późniejszych stwierdza, że nie było zagrożenia wybuchem? W następnych zdaniach biegły stwierdza, że (na zdjęciu podkreślenie niebieskie): "W pełni sprawna instalacja wentylacji zapobiegła gromadzeniu się mieszanki gazowej zdolnej do wybuchu. W dniu prowadzonych oględzin stwierdzono, że instalacja wentylacji grawitacyjnej jest sprawna." Sprawa zaiste zadziwiająca bo o ile wentylacja grawitacyjna czyli tzw., wywietrzniki na przewodach kominowych w górnej, podsufitowej części pomieszczeń kuchennych i łazienkowych w domu istnieje, to w rzeczonym garażu gdzie doszło do 'awarii' takiej WENTYLACJI GRAWITACYJNEJ NIE MA!! Wobec tego nie było możliwe by gaz zbierający się z ulotu mógł tą wentylacją wydostać się na zewnątrz. Innymi słowy zbierał się i akumulował w szczelnie zamkniętym garażu przez co najmniej 1,5 godziny (tak jak pisałem we wcześniejszym poście) czym stwarzał realne i poważne niebezpieczeństwo wybuchu. Coś się tu Biegłemu najwyraźniej pomyliło, co jest o tyle dziwne, że przecież sam w w/w fragmencie opisu oględzin pomieszczeń w garażu nie odnotował żadnych otworów wentylacji grawitacyjnej. Również interweniująca ekipa pogotowia gazowego w dniu 'awarii' nie wspomina w zeznaniach o żadnych pomiarach sprawności wentylacji grawitacyjnej w garażu. Skąd wobec tego w opisie Biegłego ten fragment? Może zabłąkał się z innego postępowania?
W ostatniej części fragmentu biegły pisze co następuje (na zdjęciu w czerwonej ramce): "W przypadku ujawnienia świadomego działania polegającego na uszkodzeniu przewodów rurowych instalacji gazowej w budynku przy ul. Litewskiej 12 w Poznaniu należy uznać usiłowanie sprowadzenia zdarzenia określonego art. 164 kk. Ewentualne zapalenie się mieszanki gazowej uwolnionej do czasu interwencji Pogotowia Gazowego spowodowałoby tzw., fuknięcie i wystąpienie pożaru." Dlaczego biegły, nie znając jeszcze wyników ekspertyzy mechanoskopijnej, którą zresztą sam we wnioskach zaleca w celu poznania przyczyn uszkodzenia instalacji w garażu (pytanie nr 3), stwierdza w tychże wnioskach, że zagrożenia wybuchem nie było!? A to w abstrakcji od wykazanego już wcześniej błędnego i fałszywego założenia, że w garażu była sprawna wentylacja grawitacyjna. Nic w opinii Biegłego nie trzyma się kupy. Jest ona pełna zaprzeczeń, fałszów, nieprawdziwych stwierdzeń i pokrętnych interpretacji. A wnioski które Biegły formułuje na stronach 23-25 jeszcze tę opinię ugruntowują. Spójrzmy na te wnioski, które są odpowiedziami na zadane przez prokuraturę pytania:
Pytanie 1 brzmiało: czy instalacja gazowa znajdująca się w garażu domu przy ul. Litewskiej w poznaniu jest uszkodzona?
Odpowiedź Biegłego PPOŻ:
 |
| Odpowiedź na Pytanie 1 |
Komentarz: Biegły NIE ODPOWIADA na postawione mu pytanie. Pytanie wyraźnie dotyczy instalacji w GARAŻU a biegły odpowiada na pytanie w odniesieniu do instalacji w MIESZKANIU nr 2 i jeszcze na dodatek ilustruje to zdjęciem fragmentu instalacji gazowej z tegoż mieszkania! Czy fakt ten nie jest kompromitujący biegłego i stawiający pod znakiem zapytania wartość całej ekspertyzy!? Przecież prokuratura postawiła biegłemu jasne i proste pytania, a ten już w próbie pierwszej na nie nie odpowiada. Nie odpowiadając na to pytanie stwierdza, że nie było wobec tego uszkodzenia instalacji gazowej w garażu, czym zaprzecza sam sobie jak również zeznaniom pogotowia gazowego i biegłego mechanoskopii (patrz dalej). Załóżmy nawet na chwilę, że istotną była dla postępowania wiedza o stanie instalacji również w mieszkaniu nr 2. Czy fakt, że instalacja jest 'oblepiona' poxyliną, tak jak to pokazuje zdjęcie, oznacza, że instalacja ta jest uszkodzona, tzn., nieszczelna? Nawet jeśli tak, to na jakiej podstawie Pan Biegły Ppoż. to ustalił? Czy dokonał pomiaru szczelności? Czy dokonał pomiaru ulatniającego się gazu? Czy dokonał prześwietlenia powłoki poxyliny by zobaczyć nieszczelność? Nie, nic z tych rzeczy. Pan Biegły, po prostu zareagował 'poszlakowo' tzn., pomyślał tak: jeżeli jest oblepiona rura poxyliną, to znaczy że była nieszczelność, bo inaczej nikt by przecież poxyliną nie oblepiał. Absolutnie się z Biegłym zgadzam. Nikt NORMALNY by poxyliną nie oblepiał rury gazowej jeśli ta byłaby sprawna i nie uszkodzona. Mógł to zrobić tylko ktoś kto chciał STWORZYĆ wrażenie, że rura jest nie szczelna i uszkodzona i tym samym skierować tok myślenia biegłego na drogę uogólnienia: jeżeli jest nieszczelna w jednym miejscu (mieszkanie nr 2) to również w garażu pewnie też to miało miejsce (z tym, że o garażu biegły 'zapomniał wspomnieć w odpowiedzi na pytanie nr 1). Tym kimś mógł być tylko i wyłącznie PIOTR BEŃSKI, który za wszelką cenę chciał odwrócić uwagę wszystkich od dewastacji instalacji gazowej przeprowadzonej w garażu przez NIEZNANEGO SPRAWCĘ. Alternatywą do powyższego może być sytuacja gdy instalacja w mieszkaniu nr 2 rzeczywiście był nieszczelna i że nie Piotr Biński ją 'opaćkał' poxyliną dla celów oczywistych, lecz, że zrobił to użytkownik mieszkania czyli lokator zamieszkujący lokal nr 2 do lipca 2009 r (biegły pporz był na wizji lokalnej w lutym 2010 r.). Czy wobec tego prokuratura przesłuchała lokatora Pana S. na okoliczność wyjaśnienia tej sprawy, tak jak wnioskowałem we wniosku dowodowym do prokuratury? Absolutnie nie! Prokuratura nie uważała tego za konieczne by sprawdzić naszą wersję wydarzeń i przyjęła całkowicie optykę narzuconą jej przez Piotra Buńskiego a podjętą przez biegłego ppoż. Jednym słowem, prokuratura też dała się na to nabrać. Znowu?
Pytanie 2 brzmiało: jeśli tak, jakie są przyczyny tego uszkodzenia?
Odpowiedź Biegłego Ppoż:
Komentarz: Odpowiedź na pytanie 2 jest jak najbardziej poprawna. To nie w gestii i kompetencji biegłego ppoż powinno być wypowiadanie się o przyczynach uszkodzenia instalacji w garażu, lecz biegłego mechanoskopii. Zauważając to jednak biegły ppoż poniekąd stwierdza, że uszkodzenie instalacji w garażu było, co jest w sprzeczności z tym co pisze pośrednio wcześniej.
Pytanie 3. czy do uszkodzenia instalacji gazowej mogło dojść w okolicznościach opisywanych przez skarżących?
Odpowiedź Biegłego Ppoż:
Komentarz: Na jakiej podstawie biegły z zakresu pożarnictwa twierdzi, że odpowiedź na pytanie 3 jest negatywna? Czy to w ogóle leży w kompetencji biegłego ppoż by wypowiadać się o tym czy sprawca był umyślny czy nie, czy było prawdopodobne, że to osoba wskazywana przez mieszkańców dokonała dewastacji, czy nie, czy okoliczności przez nas wskazane były przyczyną motywacji działań Piotra Buskiego czy nie? Tu chyba biegły wyręcza w swojej roli prokuraturę, która powinna sama dokonać wszechstronnej analizy faktów ze szczególnym uwzględnieniem zaleceń zgłoszonych przez sąd rejonowy z listopada 2009 r., który nakazał jej kontynuowanie postępowania i dojść do wniosków samodzielnie, a nie, że biegły ppoż stawia się w roli orzecznika w tej sprawie. Kuriozalne doprawdy! Czy w sytuacji kiedy bezsprzecznie ustalono, że w garażu ktoś
manipulował przy kurku instalacji pod ciśnieniem, naruszając jego
'zwartość' poprzez odkręcenie go, to czy nie należało sobie zadać
pytania czy osoba, która to robiła była osobą uprawnioną do dokonywania tego typu manipulacji? Czy nie należało połączyć tego faktu z tym, że 8 mieszkańców domu słyszało przerażająco głośnie uderzenia w rury gazowe i widziało ich drgania w swoich mieszkaniach w czasie gdy rzekomo Judczak 'dokonywał tam niewielkich oględzin garażu ze swoimi ludźmi'? Czy prokuratorzy Prok Rej nie powinni byli połączyć tego faktu z tym, że dwójka współwłaścicieli jednogłośnie zrelacjonowała prokuraturze taki sam przebieg wizyty Piotra B. u nich we wrześniu 2008 roku, podczas której ten zagroził im, że: jeśli się nie wyprowadzicie to będę wam uprzykrzał życie jak tylko się da'?! A może prokuratura nie chciała tego robić bo zmusiło by to ją do podjęcia czegoś więcej niż tylko 'ruchów natrętne muchy odganiających'?
Pytanie 4: czy istnieje zagrożenie wybuchu gazu?
Odpowiedź Biegłego Ppoż:

Komentarz: Kilka rzeczy od razu uderzy uważnego czytelnika w tej odpowiedzi. Przede wszystkim zupełnie bezprzedmiotowe jest samo pytanie postawione biegłemu przez prokuraturę, bowiem oczywistym jest, że zagrożenia wybuchu gazu w chwili przeprowadzania ekspertyzy przez biegłego ppoż, tj. 15 stycznia 2010 roku, nie było, bo być nie mogło w obliczu faktu zamknięcia głównego zaworu gazu przez pog gaz w dniu 'awarii', która miała miejsce dokładnie rok wcześniej. Zatem pytanie o to czy istnieje zagrożenie wybuchem gazu rok po tym jak gaz w domu został odcięty jest co najmniej śmieszne. Pytanie to również pokazuje, to co cały czas twierdziłem w pismach do prokuratora generalnego, że prokuratorzy Prok Rej i inni, którzy prowadzili tę sprawę nie zadali sobie najmniejszego trudu by postarać się zrozumieć co u nas w kamienicy zaszło, jakie były okoliczności i jak mają się zeznania Piotra B. i jego ludzi do topografii miejsca, czasu, i działań osób. Ten wątek jeszcze się pojawi później.
Druga rzecz, która uderza czytelnika to żargonowy bełkot biegłego na samym początku odpowiedzi (w niebieskiej ramce), w najmniejszym stopniu nie wiążący się z pytaniem i nie pozostający z nim w nawet nikłej relacji merytorycznej, a będący jedynie 'wypełniaczem beztreściwym' by sama odpowiedź nie wyglądała na zbyt krótką.
Trzecia rzecz, na którą uważny czytelnik opinii biegłego zwróci uwagę, to oczywisty kontrast pomiędzy kategorycznością stwierdzenia biegłego, o zbyt małej ilości uwolnionego do atmosfery garażu gazu w następstwie dewastacji instalacji, a wcześniejszymi jego równie kategorycznie sformułowanymi stwierdzeniami, o tym, że nie było możliwe nawet szacunkowe, obliczenie ilości gazu, który ulotnił się w garażu. Pytanie wobec tego nasuwa się jedno, na jakiej podstawie biegły twierdzi, że ilość gazu była zbyt mała by doprowadzić do wybuchu? Czy prokuratura nie ostrzegła tej sprzeczności? Najwyraźniej ta, i wiele innych nieścisłości i błędów w opinii, nie wzbudziło ich wątpliwości i nie doprowadziło do wnikliwej analizy faktów. Nie sposób ulec wrażeniu, że powody takiej postawy prokuratury w tej sprawie są nie do końca jasne. A jakie mogłyby to być powody, to już niech sobie uważny czytelnik dopowie sam. Chcę jednak ciągle wierzyć, że to nie tak jak myślę, że było. Chciałbym.
Czwarta rzecz, która nawet uczniowi gimnazjum rzuciła się w oczy (dałem 14-sto latkowi tekst opinii do przeczytania pod tym kątem i to wyłapał), to fakt, że w pytaniu 4 ekspert mówi o potencjalnym wybuchu w obszarze podsufitowym w kuchni (lokalu nr 2 należy sądzić), a z tego co pamiętam to pytanie było o nieszczelności i groźbie wybuchu w garażu Piotra B. a nie w jego kuchni! Jest to karygodna nieścisłość, która z miejsca dyskwalifikuje dokument jako podstawę do budowania orzeczenia jakiejkolwiek treści! Prokuratura jednakże oparła się tylko na tej opinii w konstruowaniu swojej decyzji o umorzeniu
Reasumując, opinia biegłego ppoż jest pod względem merytorycznym pełna nieścisłości, błędów i zaprzeczeń. Biegły ppoż, nie może się odnaleźć w przestrzeni, którą dano mu do oględzin. Myli garaż z kuchnią, stwierdza fakty o garażu, które odnoszą się do kuchni i odwrotnie, nie odpowiada na pytania, albo odpowiada na nie nie mając ku temu żadnych podstaw w faktach, lub nie będąc do tego powołanym. Innymi słowy na tak niedoskonałej opinii prokuratura skonstruowała swój gmach jakim była decyzja o umorzeniu postępowania.
Ekspertyza mechanoskopijna
16 kwietnia 2010
Po wizycie biegłego ppoż i po czynnościach jakie wykonał, w miejscach, w których był, oraz po pytaniach jakie mi zadawał odniosłem wrażenie, że biegły przyszedł na wizję zupełnie nie przygotowany i niezaznajomiony z przedmiotem sprawy w której ma wydawać opinię, co miała swoje odbicie w jakości tej opinii. W związku z tym postanowiłem zwrócić się do prokuratora z wnioskiem dowodowym o przeprowadzenie ekspertyzy mechanoskopijnej by stwierdzić jednoznacznie cz 'kurek się sam odkręcił czy ktoś mu w tym wydatnie pomógł'. Tu trzeba choć po części oddać rację biegłemu ppoż, który też o taką ekspertyzę wyraźnie wnioskował w odpowiedzi na zadane mu pytanie nr. 2. Taki też wniosek dowodowy złożyłem w biurze podawczym prokuratury na Solnej w dniu 26 stycznia 2010 roku.
Wizja eksperta mechanoskopii w garażu w asyście policji i instalatorów instalacji gazowej odbyła się 16 kwietnia 2010 r., a opinia została sporządzona już po 2 tygodniach, tj., 30 kwietnia 2010 r. Jest zwięzła i krótka więc zamieszczę ją tu w całości:
Na zdjęciach wyglądało to tak:
 |
| Fot. 1. Widok ogólny dewastacji zaślepki rury gazowej w garażu Piotra Bińskiego |
Na zdjęciach widać wyraźnie, że fragment instalacji na którym doszło do jej rozszczelnienia był przedmiotem siłowego odkręcania przy pomocy narzędzi opisanych przez biegłego. Widać również wyraźnie jak NIEZNANY SPRAWCA dokonał tej dewastacji
 |
| Fot. 2. Zbliżenie 1 |
 |
| Fot. 3. Zbliżenie 2 |
 |
| Fot. 4. Zbliżenie 3. |
instalacji. Widać wyraźnie, że kurek nie chciał poddać się prostemu odkręceniu przy pomocy siły rąk i, że człowiek ten musiał użyć jakiegoś 'przedłużenia' swojego ramienia. Aby dobrze uchwycić kurek i aby ten nie wyślizgiwał się z uścisku narzędzia osoba ta musiała mocno ścisnąć kurek i przyłożyć siłę większą niż tylko ta którą dysponował. Użyła do tego młota, którym uderzała w przedłużone ramię klucza. Właśnie te uderzenia i drgania przenoszone przez instalację po całym domu słyszeli i widzieli wszyscy przebywający w owym czasie w domu mieszkańcy. Poza tym na zdjęciach wyraźnie widać ukruszony fragment tynku w miejscu gdzie człowiek Piotra B. zrobił sobie miejsce by w tym ciasnym rogu dobrze chwycić kurek narzędziem, którego używał. Fakty te, jak i zresztą cała opinia mechanoskopijna, została przez prokuraturę zupełnie zignorowana w konstruowaniu orzeczenia, o umorzeniu oczywiście. Wydaje się, że orzeczenie umarzające sprawę sprowadzenia niebezpieczeństwa wybuchu zostało tak przez prokuratorów poprowadzone by zminimalizować i nie uwzględnić decydującego dowodu jakim jest opinia mechanoskopijna. W całości oparli się na nie popartych niczym stwierdzeniach biegłego ppoż i wręcz cytują je w całości, natomiast nie weszli w istotę sprawy a mianowicie w znalezienie tego kto doprowadził do tej dewastacji instalacji pod ciśnieniem i jaki interes mógłby w tym mieć. Sam fakt manipulowania przy takiej instalacji, w której pod ciśnieniem płynie gaz jest już samo w sobie sprowadzaniem niebezpieczeństwa wybuchu, a tu prokuratura mówi, że zagrożenia nie było bo za mało gazu się ulotniło z instalacji. Czyli przyznają, że ktoś bezprawnie przy instalacji gazowej pod ciśnieniem gmerał, doprowadził do rozszczelnienia, potencjalnie prowadzącego do wybuchu, i zaniechują ścigania tego kogoś. Jak nazwać takie działania prokuratury poznańskiej?
Jak pisałem na wstępie tego posta prokuratura umorzyła śledztwo 20 maja 2010 roku 'wobec stwierdzenia, że czyn nie zawiera ustawowych znamion czynu zabronionego'. Innymi słowy prokuratura orzeka tak:
'każdy może sobie i innym rozszczelniać i dewastować instalację gazową pod ciśnieniem pod warunkiem, że zrobi to tak by nie ulotniło się na tyle gazu by doprowadziło to do wybuchu'.
Oburzony na takie potraktowanie przez prokuraturę skierowałem pismo do Prokuratora Generalnego z prośbą o ponowne wszczęcie postępowania. O tym w następnym poście.